Rozważania Poranne – marzec (Charles Spurgeon)

Poranek, 1 marca
„Powstań, wietrze z północy, i zerwij się, wietrze z południa, przewiej mój ogród, niech się rozpłynie jego woń balsamiczna” Pieśń Salomona 4:16

Wszystko jest lepsze niż martwa cisza obojętności. Nasze dusze zrobią dobrze pragnąc zimnego wiatru przynoszącego kłopoty, jeśli to może być uświęcone przez wydawanie woni łask. Dopóki nie możemy powiedzieć: „Pan nie był obecny w wietrze”, nie będziemy chować się przed najzimniejszym powiewem wiatru jaki kiedykolwiek uderzył w rośliny łaski. Czy oblubienica w tym wersecie nie poddała się pokornie wołaniu swojego Umiłowanego; czy nie dopraszała się o to, by okazał jej łaskę w jakiejkolwiek formie, nie stawiając zastrzeżeń co do sposobu jej okazania? Czy ona, podobnie jak my, nie stała się całkowicie znużona martwym i nieświętym spokojem, tak, że tęskniła za jakąkolwiek wizytą, która skłoniłaby ją do działania? Pragnie ona również ciepłego, południowego wiatru pocieszania, uśmiechu boskiej miłości, radości z obecności Odkupiciela; to również są bodźce, które często potężnie budzą nas z naszego ospałego życia. Pragnie ona jednego albo drugiego, może przyjąć oba wiatry naraz, aby mogła rozradować Umiłowanego wonnościami swojego ogrodu. Nie może ona znieść bycia niepożytecznym, dla nas jest to również nie do zniesienia. Jakże pocieszająca jest myśl, że Jezus może znaleźć upodobanie w naszych słabościach. Czy to możliwe? Wygląda to na zbyt dobre, by mogło być prawdziwe. Możemy zatem z chęcią ponieść karę, albo nawet śmierć, jeśli przez to rozweselilibyśmy serce Emmanuela. O, niech nasze serca rozpadną się na atomy, jeśli przez to nasz słodki Jezus mógłby zostać uwielbiony. Łaska, która jeszcze nie została otrzymana jest jak słodki zapach drzemiący w kwiatach: mądrość znakomitego ogrodnika panuje nad różnorodnymi i przeciwnymi czynnikami, aby osiągnąć pożądany rezultat i sprawia, że zarówno nieszczęścia jak i pociechy wywołują wdzięczne zapachy wiary, miłości, cierpliwości, nadziei, pogodzenia, radości i wielu innych pięknych kwiatów ogrodu. Obyśmy mogli poznać co to oznacza przez nasze słodkie doświadczenie.

Poranek, 2 marca
Więc cały Izrael chodził do Filistyńczyków, jeśli chcieli sobie naostrzyć swój lemiesz czy motykę, czy siekierę, czy oścień” Samuela 13:20

Walczymy w wielkiej wojnie przeciwko Filistyńczykom zła. Każda broń w zasięgu naszej ręki musi zostać użyta. Głoszenie, nauczanie, modlitwa, dawanie ofiar – wszystko to musi dziać się w naszym życiu. Wszystkie nasze zdolności, nawet te, które wydają się zbyt liche do służby, muszą być wykorzystywane. Motyka, siekiera i oścień – wszystko to może przydać się w zabijaniu Filistyńczyków. Ostre narzędzia mogą zadawać potężne uderzenia, zabijanie nimi może nie wyglądać ładnie, ale liczy się skuteczność. W każdej chwili, w porę i nie w porę; każda cząstka zdolności, niezależnie czy wykształceni, czy niewykształceni; każda dogodna i niedogodna okazja musi zostać wykorzystana, bo naszych wrogów jest wielu, a siły nasze są wątłe. Większość naszych narzędzi wymaga wyostrzenia; potrzebujemy szybkości postrzegania, taktu, energii, gotowości, jednym słowem: całkowitego przysposobienia do pracy dla Pana. Praktyczny zdrowy rozsądek jest bardzo rzadki pośród organizatorów chrześcijańskich przedsięwzięć. Moglibyśmy uczyć się od naszych wrogów, i tym sposobem sprawić, żeby Filistyńczycy ostrzyli naszą broń. Tego poranka nastawmy nasze umysły na to, aby nasza gorliwość była ostrzona przy pomocy Ducha Świętego. Spójrz na energię rzymskich Papistów, jak oni przemierzają morza i lądy, żeby uczynić jednego prozelitę, czy mają oni monopol na gorliwość? Zobacz jak pogańscy czciciele znoszą tortury w służbie swoim bożkom! Czy oni są jedynymi, którzy mają praktykować cierpliwość i ofiarnego ducha? Zobacz jak wytrwale trudzi się książę ciemności, jak nie wstydzi się swoich poczynań, jak jest śmiały w swoich planach, jak przebiegły w knowaniach, jak tryska energią we wszystkim co robi! Diabły są zjednoczone jakby były jedną osobą w swoim haniebnym buncie, a my, wierzący w Jezusa, jesteśmy podzieleni w służbie Bogu i prawie nigdy nie działamy w zgodności. O, gdybyśmy nauczyli się pracowitości od piekła, byśmy mogli chodzić jak dobrzy Samarytanie szukając ludzi, których moglibyśmy błogosławić!

Poranek, 3 marca
„Wybrałem cię w piecu utrapienia” – Izajasza 48:10 (KJV)

Pociesz się bracie tą myślą: Bóg powiedział: „Wybrałem cię w piecu utrapienia”. Czy słowo to nie przychodzi jak delikatny deszcz gaszący gwałtowny płomień? Czy nie jest on azbestowym pancerzem, który chroni od gorąca? Utrapienie nadchodzi – Bóg mnie wybrał. Biedo, możesz wchodzić przez moje drzwi, ale Bóg jest już w moim domu i wybrał mnie. Chorobo, możesz mi dokuczać, leczniczy balsam mam pod ręką – Bóg wybrał mnie. Cokolwiek przydarzy mi się w tej dolinie łez, wiem, że on „wybrał mnie”. Jeśli, wierzący człowieku, domagasz się jeszcze większego pocieszenia, pamiętaj, że masz Syna Człowieczego razem ze sobą w tym piecu. W twojej cichej izdebce siedzi razem z tobą ten, którego nie widziałeś, ale którego kochasz. Często i bez twojej wiedzy ścieli on ci łóżko i poprawia poduszkę kiedy jesteś w utrapieniu. Jesteś w biedzie, ale w twoim uroczym domu, Pan życia i chwały jest częstym gościem. Uwielbia on przychodzić do tych opustoszałych miejsc, by mógł cię odwiedzić. Twój przyjaciel chodzi tuż za tobą. Nie widzisz go, ale możesz odczuć uścisk jego dłoni. Czy nie słyszysz jego głosu? Nawet w dolinie cienia śmierci mówi on: „Nie bój się, bom Ja z tobą, nie lękaj się, bom Ja Bogiem twoim!” Pamiętaj to dostojne zdanie Cezara: „Nie bój się, niesiesz Cezara i cały jego majątek”. Nie bój się, chrześcijaninie; Jezus jest z tobą. We wszystkich twoich ognistych próbach jego obecność jest zarówno twoim pocieszeniem jak i bezpieczeństwem. On nigdy nie opuści tego, kogo wybrał na własność. „Nie bój się, bo jestem z tobą” jest pewną obietnicą do swoich wybranych w „piecu utrapienia”. Czy zatem nie uchwycisz się mocno Chrystusa i nie powiesz:
„Choćby przez powodzie i pożary prowadziłby Jezus,
Pójdę tam, gdzie on idzie”.

Poranek, 4 marca
„Dosyć masz, gdy masz łaskę moją” 2 Kor. 12:9

Jeśli żadne z Bożych dzieci nie byłoby biedne ani próbowane, nie dowiedzielibyśmy się nawet w połowie czym jest pocieszenie boskiej łaski. Kiedy spotykamy wędrowca, który nie ma miejsca  gdzie mógłby położyć swoją głowę, lecz może powiedzieć: „Wciąż będę ufał Panu”; kiedy widzimy żebraka głodującego o chlebie i wodzie, który nadal chlubi się w Jezusie; kiedy widzimy samotną wdowę przytłoczoną swoją niedolą, a mimo wszystko nadal mającą wiarę w Chrystusa; to o! Jakżeż świetnie odzwierciedla to ewangelię. Boża łaska zobrazowana i spotęgowana jest w ubóstwie i próbach wierzących. Święci nie powinni tracić ducha w żadnym zniechęceniu i wierzyć, że wszystko współdziała ku ich dobru, oraz że z pozornego zła w końcu wyniknie prawdziwe błogosławieństwo – że ich Bóg albo niebawem ześle im ratunek, albo pewnie wesprze ich w kłopotach. Będzie on próbował ich przez tyle czasu, ile uzna za właściwe. Ta cierpliwość świętych udowadnia moc boskiej łaski. Na brzegu jest latarnia morska, ale w spokojną noc nie mogę stwierdzić czy jej budowla jest mocna czy nie, okaże się to dopiero wtedy, gdy zaleje ją woda. Tak samo jest z działaniem Ducha: gdyby nie liczne sytuacje w których zalewa nas burzliwa woda, nigdy nie dowiedzielibyśmy się czy jest ono mocne; gdyby wiatry nie wiały w nie, nie dowiedzielibyśmy się jak jest pewne i bezpieczne. Arcydziełami Boga są ci ludzie, którzy stoją pośród trudności wiernie i niezłomnie:

„Spokojny pośród oszołamiającego krzyku,
Pewny zwycięstwa.”

Ten, który chce wychwalać swojego Boga musi przygotować się na liczne próby wiary. Nikt nie może być zasłużony u Pana jeśli nie ma licznych zmagań. Jeśli więc twoja ścieżka jest pełna doświadczeń, raduj się na niej, ponieważ będziesz lepiej ukazywał całkowicie wystarczalną łaskę Boga. A co jeśli Bóg mógłby cię zawieść – nawet niech ci to nie przychodzi do głowy – nienawidź samej myśli o tym. Bóg, który był wystarczający w przeszłości, będzie godny zaufania do samego końca.

Poranek, 5 marca
„Przeto nie śpijmy jak inni.” 1 list do Tesaloniczan 5:6

Jest wiele sposobów na pobudzanie się do chrześcijańskiej czujności. Pozwól, że gorąco polecę ci jeden z takich sposobów, a mianowicie rozmawianie ze sobą na temat dróg Pańskich. W „Wędrówce Pielgrzyma”, kiedy Chrześcijanin i Ufny wędrowali do Niebiańskiego Miasta, mówili do siebie: „Aby zapobiec uśnięciu w tym miejscu, rozmawiajmy ze sobą dobrze”. Chrześcijanin dopytywał się: „Bracie, od czego zaczniemy?” Ufny odpowiedział: „Od tego, od czego Bóg zaczął z nami”. Wtedy Chrześcijanin zaśpiewał tę oto piosenkę:

„Kiedy święci stają się senni, niech przyjdą tu,
Niech posłuchają jak ci dwaj pielgrzymi rozmawiają
Tak, niech nauczą się od nich czegoś,
By w ten sposób nie zamykali sennych oczu.
Społeczność świętych, jeśli właściwie prowadzona,
Powoduje, że nie zasypiają, ku wściekłości piekła.”

Chrześcijanie, którzy się odizolowują i kroczą samotnie, są bardzo narażeni na bycie sennymi. Przebywaj w chrześcijańskim towarzystwie, a będziesz przez nie pobudzany, odświeżany i zachęcany, by czynić szybszy wzrost w drodze do nieba. A gdy już tak „słodko rozmawiasz” z innymi na Bożym szlaku, dbaj o to, by tematem waszych rozmów był Pan Jezus. Niech oko wiary stale będzie patrzyło na niego; niech twoje serce będzie jego pełne; niech twoje usta mówią o jego wartości. Przyjacielu, żyj w pobliżu krzyża, a nie będziesz przysypiał. Trudź się w tym, żeby miejsce do którego zmierzasz miało dla ciebie wielką wartość. Jeśli będziesz pamiętać, że zmierzasz do nieba, nie będziesz spał w drodze. Jeśli myślisz, że piekło jest za tobą, a diabeł ściga cię, nie będziesz się ociągał. Czy zabójca spałby mając za sobą mściciela, a przed sobą miasto schronienia? Chrześcijaninie, czy będziesz spał podczas gdy perłowe bramy są otwarte, śpiewają tam anioły czekające na ciebie, a korona ze złota jest przygotowana na twoją głowę? Ach! Nie; trwaj czujnie w świętej społeczności i módl się, byś nie uległ pokusie.

Poranek, 6 marca
„Musicie się na nowo narodzić”  Jana 3:7

Duchowe odrodzenie jest tematem leżącym u samych podstaw zbawienia i powinniśmy bardzo starannie zbadać siebie co do tego czy naprawdę jesteśmy „narodzeni na nowo”, bo jest wielu, którzy myślą, że są, a nie są. Bądź pewny, że nazywanie się chrześcijaninem nie jest równoznaczne z posiadaniem chrześcijańskiej natury; a urodzenie się w chrześcijańskim kraju i bycie znanym jako wyznawca chrześcijańskiej religii nic nie pomoże, jeżeli nie będzie się „narodzonym na nowo”. Jest to kwestia tak tajemnicza, że ludzkie słowa nie mogą tego opisać. „Wiatr wieje, dokąd chce, i szum jego słyszysz, ale nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd idzie; tak jest z każdym kto się narodził z Ducha”. Jednak, zmiana ta jest poznawalna i odczuwalna: poznawalna jest poprzez uczynki świętości, a odczuwalna jest przez doświadczenie łaski w życiu. To wielkie wydarzenie jest nadnaturalne. jest to coś, co człowiek może wykonać dla siebie: w człowieka tchnięte jest nowe prawo, które działa w sercu, odnawia duszę i ma wpływ na całego człowieka. To nie jest zmiana mojego imienia, ale odnowienie mojej natury, tak że nie jestem już człowiekiem jakim byłem kiedyś, ale nowym człowiekiem w Chrystusie Jezusie. Umycie i ubranie nieboszczyka jest czymś zupełnie innym niż ożywienie go: człowiek może zrobić pierwszą rzecz, tylko Bóg może dokonać drugiej. A gdy już stałeś się „narodzony na nowo”, twoim wyznaniem będzie: „O Panie Jezu, Ojcze wieczności, jesteś moim duchowym Ojcem; jeżeli twój Duch nie tchnąłby we mnie tchnienia nowego, świętego i duchowego życia, to dzisiaj byłbym ‚umarły w przewinieniach i grzechach’. Moje niebiańskie życie jest w zupełności otrzymane od ciebie i tylko tobie je zawdzięczam. ‚Życie moje jest ukryte wraz z Chrystusem w Bogu’.’Żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus’”. Nie Pan uzdolni nas do bycia pewnymi co do tej istotnej kwestii, bo bycie nieodrodzonym oznacza bycie niezbawionym, bez przebaczenia, bez Boga i bez nadziei.

Poranek, 7 marca

„Miejcie wiarę w Boga” Mk 11:22
Czy chcecie cieszyć się religią? Czy chcecie mieć religię radości, a nie przygnębienia? Więc „miejcie wiarę w Boga”. Jeśli kochasz ciemność i jesteś usatysfakcjonowany mieszkaniem w mroku i w nędzy, to bądź usatysfakcjonowany małą wiarą; ale jeśli kochasz słońce i śpiewanie pieśni zadowolenia, to pożądaj szczerze tego najlepszego daru „wielkiej wiary”. Wiara to stopy duszy, dzięki którym możesz maszerować drogą przykazań. Miłość może sprawić, że stopy będą iść szybciej; ale to stopy wiary niosą duszę. Wiara jest paliwem uruchomiającym koła świętej pobożności i żarliwego poświęcenia by dobrze się poruszać; a bez wiary koła są zabrane od wozu i jesteśmy ciągnięci z wielkim oporem. Mała Wiara zbawi człowieka, ale mała wiara nie może uczynić wielkich rzeczy dla Boga. Biedna, Mała Wiara nie może zwyciężyć z diabłem „Apolionem”, Chrześcijanin musiał tego dokonać. Biedna, mała wiara nie mogła zabić „Olbrzyma Rozpacz”, powaliło go ramię Wielkiego Serca. Mała Wiara z pewnością pójdzie do nieba, ale często musi ukrywać się w łupinie od orzecha i często traci wszystko, oprócz swoich klejnotów. Mała Wiara mówi: „Jest to nierówna droga, pełna ostrych kujących ostów i niebezpieczeństw; boję się iść po niej”. Ale Wielka Wiara pamięta o obietnicy: „Z żelaza i mosiądzu niech będą buty twoje, a ile dni twoich, tyle niech będzie siły twojej”, więc ze śmiałością podejmuje wyzwanie. Mała Wiara stoi przygnębiona i miesza swoje łzy z wodą powodzi; ale Wielka Wiara śpiewa: „Gdy będziesz przechodził przez wody, będę z tobą, a gdy przez rzeki, nie zaleją cię” i od razu przeprawia się przez wodę. Czy chcesz być spokojny i szczęśliwy? Czy chcesz cieszyć się religią? Czy chcesz mieć religię radości, a nie przygnębienia? Miej zatem „wiarę w Boga”. Jeśli miłujesz ciemności i jesteś zadowolony z mieszkania w mroku i nędzy, to bądź zadowolony z małej wiary. Ale jeśli miłujesz światło słońca i chciałbyś śpiewać pieśni radości, to pożądaj usilnie tego najlepszego daru: „wielkiej wiary”.

Poranek, 8 marca
„Poprzez wiele ucisków musimy wejść do Królestwa Bożego” Dzieje 14:22 KJV

Boży ludzie mają swoje próby. Kiedy Bóg wybrał swoich ludzi, nie zamierzał on by byli oni pozbawieni prób. Zostali oni wybrani w piecu utrapienia; nigdy nie zostali wybrani do światowego pokoju i ziemskiej radości. Wolność od chorób i bólów śmiertelności nigdy nie były im obiecana. Ale kiedy Pan określił ich przywileje, zawarł również chłostanie pomiędzy rzeczy, które staną się ich udziałem. Próby są częścią naszego losu; zostały one przeznaczone dla nas przez Chrystusa. Tak samo pewnie jak uformował gwiazdy swoimi rękoma i wyznaczył im orbity, tak też możemy się spodziewać, że przygotował nam próby. Wyznaczył on ich trwanie, miejsce, intensywność oraz efekt jaki będą miały na nas. Dobrzy ludzie nigdy nie mogą oczekiwać uniknięcia kłopotów, jeśli tak robią, będą rozczarowani, bo żaden z ich poprzedników nie był ich pozbawiony. Wspomnij cierpliwość Hioba; pamiętaj Abrahama, bo miał on swoje próby, i mając wiarę stał się „Ojcem wiernych”. Zwróć uwagę na biografie wszystkich patriarchów, proroków, apostołów, męczenników, a odkryjesz, że nie było żadnego człowieka, którego Bóg uczynił naczyniem miłosierdzia, a nie nakazał mu przejść przez piec utrapienia. Od zarania dziejów jest ustalone, że krzyż kłopotów musi być wyryty na każdym naczyniu miłosierdzia, jako znak królewski, przez którego królewskie naczynia honorowe są rozpoznawane. Ale chociaż ucisk jest ścieżką Bożych dzieci, to mają oni pocieszenie, bo wiedzą o tym, że ich Mistrz przeszedł tę ścieżką przed nimi; mają oni jego obecność i współczucie, by byli pocieszeni, jego łaska podtrzymuje ich, a jego przykład uczy ich jak wytrwać; a kiedy dojdą do „królestwa”, otrzymają coś o wiele większego niż odszkodowanie za „wiele ucisków”, przez które musieli przejść.

Poranek, 9 marca
„Wszystko w nim rozkoszne” śń Salomona 5:16

Piękno Jezusa jest największe i najbardziej przyciągające; nie powinno być ono tylko podziwiane, ale przede wszystkim kochane. On jest więcej niż tylko przyjemny i uroczy, on jest rozkoszny. Dzieci Boże z pewnością mogą użyć tego złotego słowa, bo Jezus jest obiektem ich najgorętszej miłości, miłości opierającej się na wewnętrznej doskonałości jego osoby, całkowitej perfekcyjności jego uroków. Spójrzcie, o uczniowie Jezusa, na usta waszego Mistrza i powiedzcie: „Czy nie są one najsłodsze?” Czy jego słowa nie sprawiają, że twoje serce płonie kiedy rozmawia on z tobą w drodze? Wy, wyznawcy Emmanuela, spójrzcie na jego złocistą głowę i powiedzcie mi, czy jego myśli nie są dla was cenne? Czy wasze wielbienie nie jest osłodzone uczuciem kiedy pokornie kłaniacie się przed jego obliczem, które jest jak Liban, doskonałe niczym cedry? Czy nie ma uroku w każdym z jego atrybutów, i czy cała jego osoba nie pachnie wspaniałym olejkiem, który sprawia, że dziewice kochają go? Czy istnieje jakaś część jego ciała, która nie jest przyciągająca? Czy istnieje cząstka jego osoby, która nie jest orzeźwiającym minerałem dla naszych dusz? Czy jest jakiś nakaz, który nie jest mocnym sznurem wiążącym wasze serca? Nasza miłość nie jest wyłącznie jak pieczęć na jego sercu miłości; jest ona również na jego ramieniu mocy; nie ma takiej jego części, do której nie byłaby przytwierdzona. Namaszczamy całą jego osobę słodką wonią naszej żarliwej miłości. Chcemy naśladować całe jego życie, chcemy upodabniać swój charakter do jego charakteru. We wszystkich stworzeniach widzimy jakieś braki, a w nim jest pełna doskonałość. Najlepsi spośród najbardziej zasłużonych świętych mają plamy na swoich szatach i zmarszczki na czołach; a on jest całkowicie rozkoszny. Wszystkie słońca mają swoje plamy; piękny świat ma swoje pustynie; ale Chrystus Jezus jest złotem bez żadnej domieszki; światłem bez cienia; chwałą bez chmury – „Tak, wszystko w nim jest rozkoszne”.

Poranek, 10 marca
„W swoim dobrobycie powiedziałem: Nigdy się nie zachwieję” Psalm 30:7 KJV

“Moab miał spokój od swojej młodości i spoczywał na swoich drożdżach, nie przelewano go z jednego naczynia w drugie” [Jer. 48:11]. Daj człowiekowi bogactwo, niech jego statki ciągle przynoszą bogate towary; niech wiatry i fale zawsze będą mu przychylne; niech jego ziemia przynosi obfite plony; niech pogoda będzie dla nich pomyślna; niech powodzenie trwa nieprzerwanie; niech stoi on pośród ludzi jako pomyślny kupiec; niech cieszy się ciągłym zdrowiem; niech będzie w ciągłym spokoju i z lśniącymi oczyma niech maszeruje poprzez świat żyjąc w szczęśliwości; niech zawsze będzie miał siłę; niech pieśń będzie stale na jego ustach; niech jego oczy zawsze się iskrzą z radości – a naturalną konsekwencją takiego dogodnego stanu jakiegokolwiek człowieka, nawet najlepszego, będzie zarozumiałość. Nawet Dawid, który powiedział „Nie zachwieję się” [zachwiał się przecież – przyp. tłum.], a my wcale nie jesteśmy lepsi od Dawida, nie jesteśmy nawet w połowie tak dobrzy jak on. Bracie, uważaj na gładkie odcinki ścieżki, jeśli kroczysz po nich, a kiedy droga jest nierówna, dziękuj Bogu za nią. Gdyby Bóg bujał nas zawsze w kołysce dobrobytu, gdybyśmy byli zawsze niańczeni na kolanach bogactwa; gdybyśmy mieli kolumnę alabastrową bez żadnej plamy; gdybyśmy nie mieli żadnych chmur na niebie; gdybyśmy nie mieli gorzkich kropli w winie tego życia, to stalibyśmy się zatruci przez przyjemności, czulibyśmy, że stoimy pewnie, i stalibyśmy, lecz byłoby to stanie na samym szczycie; jak człowiek śpiący na maszcie, który w każdej chwili mógłby znaleźć się w niebezpieczeństwie. Błogosławimy więc Boga za nasze niedole; dziękujemy mu za nasze zmienne sytuacje, wywyższamy jego imię za utratę naszego dobytku; bo czujemy, że gdyby nie chłostał nas w ten sposób, moglibyśmy stać się zbyt pewni. Ciągłe światowe powodzenie jest ognistą próbą.
„Niedole, choć na poważne wyglądają,
Często w miłosierdziu są zsyłane”.

Poranek, 11 marca
„Grzech … okazał ogrom swojej grzeszności” Rzym. 7:13

Uważaj by nie lekceważyć grzechu. W czasie kiedy człowiek nawraca się, jego sumienie jest tak czułe, że obawia się najmniejszego grzechu. Świeżo nawróceni mają świętą bojaźń, boży strach, żeby nie zawinić przeciwko Bogu. Ale niestety! W krótkim czasie piękny rozkwit tych pierwszych dojrzałych owoców opada przez nieostrożność otaczającego świata: czuła roślina młodej pobożności przekształca się w wierzbę, zbyt giętką, zbyt łatwo uginającą się pod ciężarem. Smutną prawdą jest to, że nawet chrześcijanin może stać się tak gruboskórny, że grzech, który niegdyś tak go przerażał, nie alarmuje go już ani trochę. Ludzie stopniowo przyzwyczajają się do grzechu. Ich ucho ogłuchło od ciągłych wybuchów z armaty grzechu i nie może już usłyszeć cichych odgłosów. Z początku mały grzech przeraża nas; lecz wkrótce uczymy się mówić: „Czy nie jest to tylko mały grzeszek?” Następnie przychodzi kolejny, większy, a następnie jeszcze jeden, aż stopniowo zaczynamy uważać grzech za małe zło; a następnie następuje nieświęta zarozumiałość: „Nie popadliśmy w otwarty grzech. To prawda, że potknęliśmy się trochę, ale generalnie jest z nami w porządku. Możliwe, że wypowiedzieliśmy jedno nieświęte słowo, ale przez większość  czasu naszych rozmów byliśmy bez zarzutu”. W ten sposób robimy wymówki na nasz grzech; zarzucamy na niego zasłonę, wyrażamy się o nim łagodnie. Chrześcijaninie, uważaj, jeśli lekceważysz swój grzech. Bądź czujny, żebyś stopniowo nie pogrążał się w grzechu. Grzech to mała rzecz? Czy nie jest on trucizną? Kto wie jak jest on zabójczy? Czy małe liski nie przenoszą zapalenia skóry? Czy malutkie koralowce nie budują skalistych raf, o które rozbijają się okręty wojenne? Czy małe uderzenia siekiery nie powodują upadku wielkich dębów? Czy stałe cieknięcie wody nie drąży kanionów? Grzech to mała rzecz? Ściskał on głowę Odkupiciela cierniami i przebił jego serce! Sprawił, że musiał cierpieć udrękę, gorycz i niedolę. Jeśli mógłbyś zważyć grzech na wadze wieczności, to odskoczyłbyś od niego jak od węża i brzydziłbyś się najmniejszego pozoru zła. Patrz na cały grzech jako na coś, co ukrzyżowało Zbawiciela, by stał się dla ciebie „ogromnie grzeszny”.

Poranek, 12 marca
„Będziesz miłował bliźniego swego” Mat. 5:43

Miłuj swojego bliźniego. Być może żyje on w bogactwach, a ty jesteś biedny i żyjesz w małej chatce obok jego pałacu; każdego dnia widzisz jego posiadłości, jego piękne szaty i wystawne bankiety; Bóg dał mu te dary, nie pożądaj jego bogactwa, i nie miej złych myśli o nim. Bądź zadowolony swoim własnym losem, jeśli nie możesz go zmienić, ale nie patrz na swojego bliźniego życząc mu by był biedny jak ty. Miłuj go, a nie będziesz mu zazdrościł. A jeśli jesteś bogaty i w twoim pobliżu mieszkają biedni ludzie, nie pogardzaj nimi, ale traktuj ich jak bliźnich. Uznaj, że jesteś zobowiązany do miłowania ich. Według świata są oni gorsi od ciebie. W czym są gorsi? Są oni zupełnie równi tobie, bo „Z jednego pnia wywiódł też wszystkie narody ludzkie”. To twój płaszcz jest lepszy od ich odzienia, ale pod żadnym względem ty nie jesteś lepszy od nich. Są oni ludźmi, a czy ty jesteś kimś więcej niż człowiekiem? Pamiętaj żebyś miłował swojego bliźniego nawet gdyby był on ubrany w szmaty, albo pogrążony w skrajnym ubóstwie. Ale być może mówisz: „Nie mogę miłować swoich bliźnich, bo nie okazują mi wdzięczności za wszystko co dla nich robię, a w zamian otrzymuję od nich tylko pogardę”. Zatem będziesz miał okazję na zdobycie się na heroizm miłości. Czy chcesz być wojownikiem siedzącym wygodnie w fotelu zamiast staczać ciężki boju miłości? Kto ma najwięcej odwagi, wygrywa najwięcej; a im trudniejsza jest twoja ścieżka miłości, tym śmielej po niej krocz, nie patrząc na okoliczności. Zbieraj rozżarzone węgle na ich głowy, a jeśli trudno im dogodzić, nie szukaj dogadzania im, ale szukaj podobania się twojemu Mistrzowi; i pamiętaj, że jeśli oni pogardzają twoją miłością, twój Mistrz nie pogardzi nią, a twój uczynek będzie przez niego przyjęty, niezależnie czy przyjmą go ludzie. Miłuj swojego bliźniego, bo czyniąc to podążasz śladami Chrystusa.

Poranek, 13 marca
Po cóż my tutaj siedzimy, aż zginiemy? 2 Król. 7:3

Drogi czytelniku, ta mała książka przeznaczona jest głównie budowaniu wierzących, ale jeśli jesteś niezbawiony, nasze serce współczuje tobie: i z radością powiedzielibyśmy ci słowa, które mogą okazać się dla ciebie błogosławieństwem. Otwórz swoją Biblię, przeczytaj historię trędowatych i zobacz jaka była ich sytuacja – była ona bardzo podobna do twojej. Jeśli pozostaniesz w miejscu, w którym się teraz znajdujesz – zginiesz; jeśli pójdziesz do Jezusa, możesz tylko umrzeć. „Kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa” mówi stare przysłowie, a w twoim przypadku ryzyko nie jest wielkie. Jeśli siedzisz spokojnie w posępnej rozpaczy, nikt cię nie pożałuje w czasie twojej zagłady; ale jeśli umrzesz szukając miłosierdzia, jeśli byłoby to w ogóle możliwe, to stałbyś się obiektem powszechnego współczucia. Nikt kto odmawia zwrócenia się ku Jezusowi nie ocaleje; ale wiesz przecież, że jest trochę wierzących w niego, którzy zostali zbawieni; niektórzy z twoich znajomych otrzymali miłosierdzie: dlaczego ty miałbyś go nie otrzymać? Mieszkańcy Niniwy mówili: „Któż to wie?” Miej tę samą nadzieję co oni i wypróbuj miłosierdzie Pana. Zginięcie jest tak okropną rzeczą, że chwyciłbyś się brzytwy gdybyś tonął, bo instynkt samozachowawczy zmusiłby cię do wyciągnięcia do niej ręki. Mówiliśmy dotychczas do ciebie na twoim niewierzącym gruncie, a teraz chcielibyśmy upewnić cię, zapewnieniem Pana, że jeśli szukasz go, to go znajdziesz. Jezus nie odrzuca nikogo, kto do niego przychodzi. Nie zginiesz, jeśli mu zaufasz; przeciwnie, znajdziesz skarb o wiele cenniejszy niż ten, który został znaleziony przez biednych trędowatych w opustoszałym obozowisku Aramejczyków. Niech Duch Święty da ci śmiałość byś przyszedł od razu, a nie uwierzysz na próżno. Kiedy już zostaniesz zbawiony, rozgłaszaj Dobrą Nowinę innym. Nie przemilcz tego; najpierw powiedz o tym innym wierzącym, miej z nimi społeczność; niech portier twojego miasta – pastor zostanie poinformowany o twoim odkryciu, a następnie rozgłaszaj Dobrą Nowinę w każdym miejscu. Niech Pan da ci zbawienie zanim zajdzie dzisiejsze słońce.

Poranek, 14 marca
„A tak, kto mniema, że stoi, niech baczy, aby nie upadł” 1 Kor. 10:12

Jest to ciekawe, że jest coś takiego jak bycie dumnym z łaski. Ktoś mówi: „Mam wielką wiarę, więc nie upadnę, ci którzy mają małą wiarę mogą upaść, ale nie ja”. Inny powie: „Mam żarliwą miłość”, inny powie  „Ostoję się, nie ma niebezpieczeństwa, że zbłądzę”. Ten, który chlubi się z łaski, ma niewiele łaski, z której może się chlubić. Ci, którzy to robią, myślą, że ich łaski mogą ich zachować, ale nie wiedzą o tym, że strumień łaski musi stale płynąć ze źródła, bo inaczej rzeka wkrótce stanie się wyschnięta. Jeśli oliwa stale nie napływa do lampy, to chociaż dzisiaj płonie jasno, jutro zgaśnie z drażniącym dymem. Uważaj byś nie chwalił się z twoich łask, niech całe twoje chlubienie się i pewność będzie w Chrystusie i jego mocy, bo tylko w ten sposób możesz zostać zachowany od upadku. O wiele więcej się módl. Poświęcaj więcej czasu na święte wielbienie. Czytaj Pismo z większą żarliwością i systematycznością. Pilnuj swojego życia z większą ostrożnością. Żyj bliżej Boga. Bierz przykład od najlepszych. Niech twoja mowa pachnie niebem. Niech twoje serce wypełnia miłość do dusz ludzi. Żyj tak, aby ludzie widzieli, że jesteś z Jezusem i uczysz się od niego. A kiedy nadejdzie ten szczęśliwy dzień, kiedy ten, którego kochasz powie: „Chodź do mnie”, to z radością wysłuchasz jego słów: „Dobry bój bojowałeś, biegu dokonałeś, a teraz otrzymasz wieniec prawości, który nie przemija”. Naprzód chrześcijaninie, z ostrożnością i uwagą! Naprzód, ze świętym strachem i drżeniem! Naprzód, z wiarą i z pokładaniem swojej pewności wyłącznie w Chrystusie. Niech twoją stałą prośbą będzie: „Utwierdź mnie według słowa twego”. On i tylko on może was „ustrzec od upadku i stawić nienagannymi i rozradowanymi wobec swej chwały”.

Poranek, 15 marca
„Wzmacniaj się w łasce, która jest w Chrystusie Jezusie” 2 Tym. 2:1

Chrystus ma w sobie bezgraniczną łaskę, ale nie zatrzymuje jej dla siebie. Tak jak zbiornik wody opróżnia się do rur, tak też Chrystus opróżnił swoją łaskę dla swoich ludzi. „A z jego pełni myśmy wszyscy wzięli, i to łaskę za łaską”. Wydaje się, że on posiada łaski tylko po to, by nam je rozdawać. Stoi on jak zawsze cieknąca pijalnia, której jedyną funkcją jest zapełnianie pustych dzbanków i spragnionych ust, które zbliżą się do niej. Tak jak drzewo, przynosi on słodkie owoce, nie by wisiały na gałęziach, ale by zostały zebrane przez tych, którzy ich potrzebują. Łaska – niezależnie czy jest to przebaczenie, oczyszczenie, zachowywanie, wzmacnianie, oświecanie, ożywianie czy przywrócenie, zawsze musi być przyjmowana od niego darmowo; nie ma żadnego rodzaju działania łaski, jakiej by nie udzielił swoim ludziom. Tak jak krew w ciele, chociaż wypływa z serca, to w równym stopniu należy do każdego narządu, tak samo działanie łaski jest dziedzictwem każdego świętego zjednoczonego z Barankiem; a ponieważ Kościół i Chrystus posiadają wspólną łaskę, dlatego istnieje słodka komunia pomiędzy nimi. Chrystus jest głową, która jest namaszczona olejkiem jako pierwsza, ale ten sam olejek spływa po same brzegi jego szat, tak że nawet najlichszy święty ma na sobie ten sam kosztowny płyn, który spłynął na Głowę. Prawdziwa łaska istnieje gdy soki łaski płyną z pnia do gałęzi i dostrzegamy, że pień jest odżywiany tymi samymi sokami, które karmą gałęzie. Kiedy dzień po dniu otrzymujemy łaskę od Jezusa i częściej uświadamiamy sobie, że pochodzi ona od niego, ujrzymy go w komunii z nami i będziemy rozkoszować się tą komunią. Codziennie używajmy nasze bogactwa i zawsze uciekajmy się do niego jako do naszego Pana w przymierzu i bierzmy od niego wszystko czego potrzebujemy z taką samą śmiałością z jaką ludzie wyciągają pieniądze z własnego portfela.

Poranek, 16 marca
„Jestem tylko przechodniem u ciebie” Psalm 39:13

Tak, o Panie, jesteśmy przechodniami u ciebie, ale nie dla ciebie. Twoja łaska skutecznie usunęła całe moje naturalne oddzielenie od ciebie. A teraz jestem w społeczności z tobą i idę poprzez ten grzeszny świat jako pielgrzym w obcym kraju. Ty jesteś obcym w swoim własnym świecie. Człowiek zapomina o tobie, znieważa cię, ustanawia nowe prawa i obce zwyczaje nie znając ciebie. Kiedy twój drogi Syn przyszedł do swojej własności, swoi go nie przyjęli. Na świecie był i świat przez niego powstał, lecz świat go nie poznał. Żaden przybysz nie był nigdy takim pstrym ptakiem pośród tubylców żadnego kraju, jakim był twój umiłowany Syn pośród ludzi. Nie dziwi zatem, że skoro ja żyję z Jezusem, również będę nieznanym przybyszem na tym padole. Nie chcę być mieszkańcem miejsca, w którym Jezus był przybyszem. Jego przebite ręce rozwiązały sznur, który niegdyś trzymał moją duszę przywiązaną do ziemi, a teraz czuję, że jestem tu obcy. Dla tych Babilończyków, pośród których żyję, moja mowa zdaje się być obcym językiem, moje maniery są nietypowe, a zachowanie dziwne. Tatar bardziej czułby się jak w domu będąc na londyńskim targu niż ja, gdybym przebywał pomiędzy grzesznikami. Ale tutaj jest słodycz mojego losu: jestem przybyszem u ciebie. Ty jesteś moim towarzyszem cierpienia, towarzyszem wędrówki. O, co za radość w wędrowaniu w takim błogosławionym towarzystwie! Moje serce płonie wewnątrz mnie kiedy mówisz do mnie w drodze i chociaż jestem przechodniem w obcym kraju, to jestem o wiele bardziej błogosławiony niż ci, którzy siedzą na tronach i o wiele bardziej u siebie niż ci, którzy mają tu swoje domy.

„Nie pozostaje miejsca ani czasu dla mnie:
Mój kraj jest w każdym miejscu;
Mogę być spokojny i wolny od trosk
Na każdym brzegu, bo Bóg jest ze mną.
Kiedy szukamy miejsca, albo miejsca unikamy,
Dusza w niczym nie znajduje szczęścia:
Ale z Bogiem jako przewodnikiem,
Mamy radość gdy idziemy i gdy pozostajemy”.

Poranek, 17 marca
“Pamiętać o ubogich” Gal. 2:10
Dlaczego Bóg pozwala na to by tak wiele jego dzieci było biednych? Mógłby przecież sprawić, że wszystkie stałyby się bogaczami, gdyby mu się tak podobało. Mógłby położyć wory złota u ich drzwi; mógłby zesłać wielkie roczne dochody; albo mógłby rozrzucić wokół ich domów żywność w obfitości, jak raz to uczynił sprawiając, że całe stada przepiórek przybyły pod obóz Izraela a z nieba spadała manna. Nie ma konieczności by chrześcijanie byli biedni, chyba, że on uzna to za najlepsze. „Mój bowiem jest wszelki zwierz leśny, tysiące zwierząt na górach” – on mógłby ich zaopatrywać; mógłby sprawić, że najbogatsi, najwięksi i najpotężniejsi przynosiliby swoje bogactwa, aby ofiarowywać je dzieciom Bożym, bo serca ludzkie są pod jego kontrolą. Ale on nie robi tego; pozwala im na bycie w potrzebie, pozwala im na więdnięcie w nędzy i mroku. Dlaczego tak się dzieje? Z kilku powodów: po pierwsze, czyni on tak, by dać nam, który jesteśmy uprzywilejowani, szansę na pokazanie jaka jest nasza miłość do Jezusa. Pokazujemy naszą miłość do Chrystusa kiedy śpiewamy o nim i kiedy modlimy się do niego; ale jeśli nikt z nas nie byłby w potrzebie, stracilibyśmy słodki przywilej udowodniania naszej miłości przez służbę dawania jałmużny naszym biedniejszym braciom. Bóg tak to ustanowił, że w ten sposób powinniśmy udowadniać, że nasza miłość przejawia się nie tylko w słowie, ale i w czynie i w prawdzie. Jeśli prawdziwie kochamy Chrystusa, będziemy dbać o tych, których on kocha. Ci, którzy są drodzy dla niego, będą drodzy dla nas. Patrzmy więc na to nie jako na obowiązek, ale jako na przywilej przynoszenia ulgi biednym z owczarni Pana pamiętając słowa Pana Jezusa: „Zaprawdę powiadam wam, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych moich braci, mnie uczyniliście”. Oczywiste jest, że ta pewność jest wystarczająco słodka, a ta zachęta wystarczająco silna, aby pobudzić nas do pomagania innym ochoczą ręką i z kochającym sercem – wiedząc, że wszystko co robimy dla jego ludzi jest łaskawie akceptowane przez Chrystusa, tak jakbyśmy robili to dla Niego samego.
Poranek, 18 marca
„Albowiem wszyscy jesteście synami Bożymi przez wiarę w Jezusa Chrystusa” Gal. 3:26

Ojcostwo Boga jest wspólne dla wszystkich Jego dzieci. O, Mała-wiaro, często mówiłaś: „Gdybym miała odwagę Wielkiego-serca, gdybym mogła tak władać mieczem i być tak dzielna jak on! Ale niestety potykam się na każdym kroku i nawet cienie mnie przerażają”. Słuchaj więc Mała-wiaro. Wielkie-serce jest Bożym dzieckiem tak samo jak i ty; Wielkie-serce nie jest ani trochę bardziej Bożym dzieckiem niż ty. Piotr i Paweł, dwaj wielcy apostołowie, byli z rodziny Najwyższego, tak samo jak i ty; słaby chrześcijanin jest tak samo Bożym dzieckiem jak i silny chrześcijanin.

„To przymierze stoi pewnie,
Mimo że filary ziemi się gną;
Silny, mizerny i słaby
Są teraz jedno w Jezusie.”

Wszystkie imiona są w tym samym rodzinnym spisie. Jeden może mieć więcej łaski niż drugi, ale Bóg, nasz niebieski Ojciec, ma tak samo czułe serce dla wszystkich. Jeden może czynić więcej potężnych dzieł i przynieść więcej chwały swojemu Ojcu, ale ten, którego imię jest najmniejsze w królestwie niebieskim jest tak samo Bożym dzieckiem, jak ten, który stoi pomiędzy najdzielniejszymi Królewskiej armii. Niech to będzie dla nas zachętą i pocieszeniem kiedy przychodzimy do Boga i mówimy: „Ojcze nasz”. Jednak kiedy jesteśmy pocieszeni mając tę wiedzę, nie bądźmy usatysfakcjonowani swoją słabą wiarą, ale prośmy jak Apostołowie, by wiara nasza była zwiększona. Jakkolwiek słaba byłaby nasza wiara, jeśli jest to prawdziwa wiara w Chrystusa, w końcu dotrzemy do nieba, ale nie uhonorujemy należycie naszego Mistrza podczas naszej wędrówki, ani też nie będziemy obfitować w radość i pokój. Jeśli więc chcesz żyć na chwałę Chrystusa i być szczęśliwym w jego służbie, zabiegaj o  bycie wypełnionym Duchem adopcji bardziej i pełniej, aż doskonała miłość usunie wszelki strach.

Poranek, 19 marca
„Mocny w wierze” Rzym. 4:20

Chrześcijaninie, dobrze dbaj o swoją wiarę; pamiętaj, że wiara jest jedynym sposobem na otrzymanie błogosławieństwa. Jeśli chcemy błogosławieństw od Boga, to nic oprócz wiary ich nie sprowadzi. Modlitwa nie może ściągnąć odpowiedzi z Bożego tronu, jeśli nie jest to żarliwa modlitwa człowieka, który wierzy. Wiara jest anielskim posłannikiem pomiędzy duszą a Panem Jezusem w chwale. Jeśli ten posłaniec będzie zabrany, to nie będziemy mogli ani zanosić naszych modlitw, ani otrzymywać odpowiedzi. Wiara jest jak kabel telegraficzny łączący ziemię z niebem, przez który Boże poselstwo miłości przepływa tak szybko, że zanim zawołamy, on już odpowiada i kiedy jeszcze mówimy, on nas słyszy. Ale gdyby ten telegraficzny kabel wiary został odcięty, to jak byśmy mogli otrzymać obietnicę? Mam kłopoty? – mogę uzyskać pomoc w kłopotach przez wiarę. Czy jestem dręczony przez wroga? – moja dusza udaje się przez wiarę do mojej drogiej Ostoi. Ale jeśli zabierzemy wiarę, to na marne wołam do Boga. Nie będzie wtedy pomostu pomiędzy moją duszą a niebem. W najgorszej zimowej porze wiara jest drogą, po której konie modlitwy mogą podróżować – ale jeśli droga będzie zasypana śniegiem, to jak możemy komunikować się z Wielkim Królem? Wiara łączy mnie z boskością. Wiara przyodziewa mnie w moc Boga. Wiara uaktywnia wszechmoc Jahwe w moim życiu. Wiara sprawia, że Bóg staje w mojej obronie. Wiara pomaga mi przeciwstawiać się zastępom piekła. Sprawia, że głowy moich pokonanych wrogów leżą u moich stóp. Ale jak mogę cokolwiek otrzymać od Pana bez wiary? Ten, który się waha – ten, który jest jak fala miotana przez morze, niech nie oczekuje, że cokolwiek otrzyma od Boga! Zatem chrześcijaninie, dobrze pilnuj swojej wiary; bo z nią możesz dokonać wszystkiego, niezależnie jak biedny jesteś, ale bez niej nie możesz uzyskać niczego. „Jeśli możesz uwierzyć, wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy”.

Poranek, 20 marca
„Mój miły” Pieśń Salomona 2:8

To było złote imię, którym starożytny Kościół z radością nazywał Pomazańca Pana. Kiedy nastał czas śpiewu ptaków i gdy głos żółwia słyszano w krainie, jejmiłosna nuta była słodsza kiedy śpiewała: „ój ci jest mój miły, a ja jestem jego, który pasie wśród lilii”. W swojej pieśni nad pieśniami zawsze nazywa go tym rozkosznym imieniem: „Mój miły!” Nawet podczas długiej zimy, kiedy bałwochwalstwo sprawiło, że ogród Pana wysechł, jej prorocy znaleźli miejsce by złożyć ciężar Pana na chwilę i by powiedzieć za Izajaszem: „Zaśpiewam mojemu ulubieńcowi ulubioną jego pieśń o jego winnicy”. Chociaż święci nigdy nie widzieli jego twarzy, bo jeszcze nie stał się ciałem i nie mieszkał pośród ludzi, ani ludzie nie oglądali jego chwały, to jednak był pocieszeniem Izraela, nadzieją i radością wybranych, „Umiłowanym” wszystkich tych, którzy stali czyści przed Najwyższym. W letnich dniach Kościoła również chcemy mówić o Chrystusie jako o najbardziej umiłowanym naszej duszy i czuć, że jest on bardzo drogim umiłowanym. Prawdą jest, że Kościół kocha Jezusa i uważa go za swojego Umiłowanego, dla którego apostołowie odważyli się sprzeciwić całemu światu i udowodnili, że nic nie odłączy Kościoła od miłości Chrystusa i deklaruje, że ani prześladowania, ani niedola, ani udręczenie, ani niebezpieczeństwo, ani miecz nie są w stanie tego zrobić, a on z radością chlubi się: „Ale w tym wszystkim zwyciężamy przez tego, który nas umiłował”.

O, żebyśmy bardziej cię znali!
Moją jedyną własnością jest twa miłość;
Na ziemi nisko, czy w niebie wysoko,
Nie mam innego miejsca.
I chociaż modlę się gorliwie
I codziennie mówię do ciebie,
To nie proszę cię o nic więcej.”

Poranek, 21 marca
„Rozproszycie się, każdy do swoich, i mnie samego zostawicie” Jana 16:32

Tylko garstka ludzi widziała na własne oczy smutek Ogrójca. Większość uczniów nie była wystarczająco zaawansowana w łasce by mogli ujrzeć tajemnicę „udręki”. Zajęci świętowaniem paschy we własnych domach, reprezentują rzeszę ludzi, którzy żyją według litery zakonu i są dziećmi jeśli chodzi o ducha ewangelii. Tylko dwunastka, a właściwie jedenastka miała przywilej wejść do Ogrójca i zobaczyć „ten wielki widok”. Ośmiu spośród jedenastki zostało pozostawionych na odległość; mieli oni społeczność, ale nie tak bliską jaka stała się udziałem trójki najbardziej umiłowanych uczniów. Tylko trójka uprzywilejowanych uczniów mogła zbliżyć się do zasłony tajemniczego smutku naszego Pana: za tę zasłonę nawet oni nie zostali dopuszczeni; odległość na rzut kamieniem musi ich oddzielać. Jezus sam musiał stąpać po tej tłoczni i nie mógł być z nim żaden człowiek. Piotr i dwaj synowie Zebedeusza reprezentowali dostojnych, doświadczonych świętych, którzy mogą być określeni jako „Ojcowie”; mieli oni już doświadczenie na głębokich wodach, mogą więc do pewnego stopnia zmierzyć ogromne fale męki Odkupiciela. Dane jest to niektórym wybranym duszom, dla dobra innych oraz dla wzmocnienia ich na przyszłość. Wejście do najbliższego kręgu cierpiącego Arcykapłana to ogromny przywilej i wyzwanie. Mieli oni z nim społeczność w jego cierpieniach i stali się przygotowani na jego śmierć. Jednak nawet oni nie mogą zgłębić tajemnych miejsc niedoli Zbawiciela. „Twoje nieznane cierpienia” to wspaniała fraza używana w greckiej liturgii: była tam izba smutku naszego Mistrza, izba, zamknięta przed ludzką wiedzą i społecznością. Tam Jezus został „pozostawiony sam”. Tutaj Jezus jest bardziej niż kiedykolwiek „niewypowiedzianym darem!” Czy Watts nie ma racji kiedy śpiewa: „I wszystkie nieznane radości, jakie nam daje, zostały wykupione niepoznanymi udrękami”.

Poranek, 22 marca
„Potem postąpił nieco dalej, upadł na oblicze swoje, modlił się” Mat. 26:39

Jest kilka pouczających wskazówek w modlitwie naszego Zbawiciela podczas jego godziny próby. Była to samotna modlitwa. Oddalił się nawet od swoich trzech najbardziej uprzywilejowanych uczniów. Wierzący człowieku, spędzaj wiele czasu na odosobnioną modlitwę, zwłaszcza w czasie próby. Rodzinna modlitwa, modlitwa ze wspólnotą, modlitwa w kościele – to nie wystarczy. Są one bardzo cenne, ale najlepsza woń modlitwy będzie wydobywać się z kadzielnicy twoich osobistych rozmów z Bogiem, gdzie nikt cię nie słucha oprócz Boga. Była to pokorna modlitwa. Łukasz mówi, że Jezus klęczał, a inny ewangelista mówi, że on „upadł na twarz”. Gdzie zatem jest miejsce dla ciebie, sługo wielkiego Pana? Jaki kurz i popiół powinien pokrywać twoją głowę? Pokora daje nam dobrą pozycję w modlitwie. Bóg nie może nas zaakceptować, jeśli nie uniżymy się, żeby mógł nas wywyższyć we właściwym czasie. Jest to synowska modlitwa. „Abba Ojcze”. Powoływanie się na twoją adopcję będzie dla ciebie twierdzą w czasie doświadczeń. Jako poddany nie masz żadnych praw, bo pozbyłeś się ich przy zdradzie; ale żadne dziecko nie może utracić swoich praw obrony Ojca. Nie bój się powiedzieć: „Ojcze, usłysz głos błagania mojego”. Zauważ że była to wytrwała modlitwa. Jezus modlił się trzy razy. Nie przestawaj aż zwyciężysz. Bądź jak natrętna wdowa, której ciągłe przychodzenie zyskało to, czego nie mogło zyskać jej pierwsze przyjście. Trwaj w modlitwie i w dziękczynieniu. I w końcu była to modlitwa rezygnacji. „Wszakże nie jako ja chcę, ale jako ty”. Ustąp i Bóg ustąpi. Niech będzie jak Bóg chce, a zadba On o to co najlepsze. Niech wystarczy tobie pozostawienie twojej modlitwy w rękach Tego, który wie kiedy dać, jak dać i co dać, a czego nie. Tak więc błagaj, szczerze i usilnie, ale z pokorą i z poddaniem, a wtedy na pewno zwyciężysz.

Poranek, 23 marca
„I był pot jego jak krople krwi, spływające na ziemię” Łuk. 22:44

Umysłowe przytłoczenie naszego Pana spowodowane walką z kuszeniem spowodowało takie nienaturalne emocje, że jego skóra wydzielała wielkie krople krwi, które spadały na ziemię. To pokazuje jak ogromna była waga naszego grzechu – przygniotła naszego Zbawiciela i wycisnęła z niego wielkie krople krwi. Demonstruje to wielką moc jego miłości. Bardzo słusznie zauważył stary Isaac Ambrose, że żywica, która wycieka z drzewa, które nie było nacinane jest zawsze najlepsza. To cenne drzewo wydało najbardziej słodką woń kiedy było ranione biczami i przybite gwoździami do krzyża, ale zobacz, wydaje ono najlepszą woń kiedy nie ma bicza, gwoździ, ani ran. To ukazuje fakt, że Chrystus dobrowolnie podjął się cierpień, krwawił on nawet przed tym jak jego ciało zostało pocięte. Krew ta nie potrzebuje pijawki, albo noża by dobrowolnie wypływała. Zarządcy nie muszą wołać: „Wylewaj się”, bo sama wypływa szkarłatnym strumieniem. Kiedy człowiek doświadcza wielkiej udręki umysłu, krew natychmiast napływa do serca. Policzki są blade; przychodzi omdlenie; krew tłoczy się wewnątrz ciała, jak gdyby chciała wzmocnić go podczas przechodzenia przez próbę. Ale zobacz naszego Zbawiciela w jego udręczeniu; on nie jest skupiony na sobie do tego stopnia, że jego krew zamiast napływać do serca by je wzmocnić, wypływa na zewnątrz przez skórę by pokropić ziemię. Udręczenie Chrystusa, które powoduje jego nienaturalne krwawienie, obrazuje pełnię ofiary, którą złożył z siebie za ludzi. Czy nie dostrzegamy jak intensywne musiały być jego zmagania i czy nie usłyszymy jego głosu mówiącego do nas? „Wy nie opieraliście się jeszcze aż do krwi w walce przeciw grzechowi” tego wielkiego Apostoła i Arcykapłana naszej wiary i lepiej niech twój pot będzie jak krew niż miałbyś poddać się wielkiemu kusicielowi naszych dusz.

Poranek, 24 marca
„Był wysłuchan z bojaźni” Heb. 5:7 (BB)

Czy jego obawa została spowodowana piekielną sugestią, że został on całkowicie opuszczony? Mogą być trudniejsze próby niż ta, ale z pewnością ta jest jedną z najgorszych: być całkowicie opuszczonym. „Zobacz”, powiedział Szatan, „nigdzie nie ma twoich przyjaciół! Twój Ojciec odwrócił się od ciebie. Żaden anioł nie wyciągnie ręki by ci pomóc. Całe niebo jest od ciebie oddzielone. Pozostałeś sam. Spójrz na swoich towarzyszy z którymi spędzałeś swój czas, ile oni są warci? Synu Marii, spójrz na swojego brata Jakuba, spójrz na swojego umiłowanego apostoła Jana i na swojego odważnego apostoła Piotra – śpią oni wszyscy jak tchórze podczas gdy ty cierpisz udrękę! Zobacz! Nie masz żadnego przyjaciela w niebie, ani na ziemi. Całe piekło jest przeciwko tobie. Posłałem swoje rozkazy do wszystkich regionów nawołując każdego księcia ciemności by cię nękał, nie oszczędzimy żadnej strzały i użyjemy całej naszej piekielnej siły by cię zmiażdżyć: i co z tym zrobisz będąc osamotniony?” Być może taka właśnie była diabelska pokusa: myślimy, że nią była, bo pojawienie się anioła by wzmocnić naszego Pana może to sugerować. Jego wołanie zostało usłyszane; nie był już samotny, niebo z nim było. Być może dlatego trzy razy przyszedł on do swoich uczniów – Hart opisuje to w ten sposób:

„Tam i z powrotem trzy razy pobiegł,
Tak jakby szukał pomocy o ludzi”

Chciał on sprawdzić czy to rzeczywiście była prawda, że wszyscy go opuścili; zobaczył, że wszyscy spali; ale być może pocieszył się myślą, że oni nie spali z powodu obojętności, ale ze smutku, duch wprawdzie był ochoczy, ale ciało było słabe. W każdym bądź razie, został on wysłuchany w swojej obawie. Jezus został usłyszany w swojej najgłębszej niedoli; moja duszo, ty również będziesz wysłuchana.

Poranek, 25 marca
„Pocałunkiem wydajesz Syna Człowieczego?” Łuk. 22:48

„Pocałunki wroga są zwodnicze”. Muszę się strzec kiedy świat zakłada przyjacielską maskę, bo może mnie zdradzić, tak jak Judasz pocałunkiem zdradził mojego Mistrza. Kiedykolwiek człowiek chce zniszczyć religię, to zazwyczaj okazuje jej wielki szacunek. Muszę strzec się maski hipokryzji, która niesie ze sobą herezje i niewierność. Znając zwodniczość nieprawości, niech będę roztropny jak wąż w dostrzeganiu i unikaniu knowań wroga. Młody człowiek prowadzony głupotą został sprowadzony na manowce przez pocałunek obcej kobiety: niech moja dusza będzie dzisiaj tak łaskawie ostrzeżona, żeby „gładka mowa” tego świata nie miała na mnie wpływu. Duchu Święty, nie pozwól mi, nędznemu człowiekowi, na bycie zdradzonym przez pocałunek! Ale co jeśli to ja stanę się winny tego samego przeklętego grzechu co Judasz, ten syn zatracenia? Zostałem ochrzczony w imię Pana Jezusa, jestem członkiem jego widzialnego Kościoła; zasiadam do wieczerzy Pańskiej: to są liczne pocałunki moich ust. Czy są one szczere? Jeśli nie, to jestem podłym zdrajcą. Czy żyję na świecie tak niedbale jak inni, chociaż przyznaję się do bycia naśladowcą Chrystusa? Jeśli tak, to wystawiam swoją religię na pośmiewisko i daję ludziom powód  do mówienia zła o świętym imieniu. Jeśli żyję w tak dwulicowy sposób, to jestem Judaszem i lepiej by dla mnie było gdybym się w ogóle nie narodził. Czy mam nadzieję, że nie jestem winny takiej zdrady? Zatem o Panie, zachowaj mnie szczerym i wiernym. Zachowaj mnie od wszelkiej fałszywej drogi. Nigdy nie pozwól mi na to bym zdradził mojego Zbawiciela. Kocham cię Jezu i chociaż często cię zasmucam, to pragnę być wiernym do samej śmierci. O Boże, nie pozwól mi na bycie wyniosłym niby-wyznawcą, by później zostać wrzuconym do jeziora ognia za to, że wszystkie moje pocałunki były Judaszową zdradą.

Poranek, 26 marca
„Odpowiedział Jezus: pozwólcie tym odejść” (Jana 18:8)

Zobacz moja duszo jaką troskę o swoje owce okazywał Jezus, nawet w godzinie próby. Poddaje on siebie wrogowi, ale wypowiada słowo mocy, aby wyswobodzić swoich uczniów. Gdy natomiast chodzi o niego, jest on niemy jak owca przed strzygącymi ją i nie otworzył ust swoich, ale w obronie swoich uczniów przemawia on z wszechmogącą energią. W tym jest miłość: stała, nie myśląca o sobie, wierna miłość. Ale czy nie znajduje się tutaj o wiele więcej niż tylko to, co widać na pierwszy rzut oka? Czy w tych słowach nie znajduje się samo sedno zadośćuczynienia? Dobry Pasterz kładzie swoje życie za owce i żąda ich uwolnienia. Opłata została uiszczona i sprawiedliwość wymaga, że ci, którzy zostali wykupieni, muszą odejść wolnymi. Pośród niewoli egipskiej da się słyszeć słowo mocy: „Pozwólcie tym odejść”. Okupieni muszą wyjść z niewoli grzechu i Szatana. W każdej celi więzienia Rozpaczy słychać głos: „Pozwólcie tym odejść” i Przygnębienie z Przestraszeniem stają się wolni. Szatan słyszy dobrze znany głos i zabiera swoją stopę z szyi upadłego. Śmierć słyszy to i grób otwiera swoje bramy, żeby pozwolić umarłym na powstanie. Ich odejście jest wędrówką, świętością, zwycięstwem oraz chwałą i nikt nie ośmieli się ich zatrzymać. Żaden lew nie stanie na ich drodze, ani żadna wygłodniała bestia im nie przeszkodzi. „Poranna łania” stała się celem okrutnych myśliwych i teraz najpłochliwsze sarny i łanie polne mogą paść się w niezmąconym spokoju pośród lilii jego miłości. Burzowa chmura oberwała się nad Kalwarią, a wędrowcy Syjonu nie będą porażeni piorunami zemsty. Przyjdź moje serce, raduj się w uwolnieniu, które zapewnił ci twój Odkupiciel i błogosław jego imię przez cały dzień, każdego dnia roku.

Poranek, 27 marca
„Wtedy wszyscy uczniowie go opuścili i uciekli”  Mat. 26:56

On nigdy ich nie opuścił, ale oni uciekli od niego w obawie o swoje życie na samym początku jego cierpień. Jest to tylko jeden z przykładów słabości wszystkich wierzących, którzy zostali pozostawieni sami sobie. W najlepszym przypadku są tylko owcami, które uciekają gdy nadchodzi wilk. Wszyscy zostali ostrzeżeni przed niebezpieczeństwem i obiecali, że wolą raczej umrzeć niż opuścić swojego Mistrza, a jednak spanikowali i natychmiast wzięli nogi za pas. Być może na początku tego dnia postanowiłem sobie, że zniosę wszelką próbą dla Pana i myślę sobie, że jestem pewien, iż okażę się być doskonale wiernym; ale nie powinienem sobie ufać, bo mam to same złe serce niewiary, które może odejść od mojego Pana, jak uczynili to apostołowie. Jedną rzeczą jest obiecywać, a zupełnie czy innym jest obietnicy dotrzymać. Gdyby mężnie stali u boku Jezusa, zdobyliby wieczny honor; ale uciekli i nie zachowali honoru. Obym ja nie naśladował ich w tym. Gdzie mogliby być bardziej bezpieczni niż w pobliżu swojego Mistrza, który mógł zawołać dwanaście legionów anielskich? Oni uciekli od swojego prawdziwego bezpieczeństwa. O Boże, nie pozwól mi zachowywać się tak nierozumnie jak oni. Boska łaska czyni, że tchórz staje się dzielnym mężem. Dymiący len może się rozpalić jak ognień na ołtarzu, jeśli Pan tego zechce. Ci sami apostołowie, którzy byli płochliwi jak zające, stali się odważni jak lwy gdy zstąpił na nich Duch Święty. W ten sam sposób Duch Święty może przemienić mojego tchórzliwego ducha w dzielnego, bym wyznawał swojego Pana i zwiastował jego prawdę. Jak wielka udręka musiała wypełnić serce Zbawiciela kiedy jego przyjaciele okazali się tak niewierni! Był to jeden z gorzkich składników jego kielicha, ale kielich ten został już wypity do dna; nie pozwól mi dolać do niego kolejnej kropli. Jeśli opuszczę swojego Pana, to ukrzyżuję go na nowo i wystawię go na publiczną hańbę. Zachowaj mnie, o błogosławiony Duchu, od tak haniebnego końca.

Poranek, 28 marca
„Miłość Chrystusa, która przewyższa wszelkie poznanie”  Ef. 3:19

Miłość Chrystusa w swojej słodyczy, pełni, wielkości i wierności przekracza wszelkie ludzkie zrozumienie. Gdzie można znaleźć język, który opisałby jego niedoścignioną, niezrównaną miłość do ludzi? Jest ona tak ogromna i bezgraniczna, że tak jak przepiórka tylko muska wodę i nie nurkuje w jej głębinie, tak też opisywanie słowami może tylko dotknąć powierzchni tej miłości, ale jej głębin nikt zmierzyć nie może. Słusznie powiedział poeta:

„O miłości, ty bezdenna głębino!”

Bo ta miłość Chrystusa rzeczywiście dna nie posiada. Żeby choć trochę poznać miłość Jezusa, musimy najpierw zrozumieć jego wcześniejszą chwałę na wysokości majestatu w niebie oraz jego wcielenie na ziemi w całej głębi swojej hańby. Ale kto może opisać majestat Chrystusa? Kiedy zasiadł na swoim tronie na najwyższych niebiosach, był on Bogiem prawdziwym z Boga prawdziwego. Przez niego zostało stworzone niebo i całe jego anielskie zastępy. Jego własne wszechmogące ramię uczyniło sfery niebieskie; uwielbienie cherubów i serafinów nie odstępowało od niego ani na chwilę; pełne chóry śpiewające chwałę dla Jahwe w całym wszechświecie nieustannie napływały do stóp jego tronu: był on zwierzchnikiem wszystkich swoich stworzeń będąc Bogiem ponad wszystkim, błogosławionym na wieki. Kto może opisać wielkość jego ówczesnej chwały? A kto może opisać jak się uniżył kiedy zstąpił na ziemię? Samo stanie się człowiekiem było niezwykłe, bycie człowiekiem boleści było niebywałe; krwawić, umrzeć i cierpieć – to było bardzo wiele dla kogoś, kto był Synem Bożym; ale cierpieć taką nie mającą sobie równych udrękę – ponieść śmierć w pohańbieniu i opuszczeniu przez swojego  Ojca – to jest głębia uniżonej miłości, której nie jest w stanie pojąć nawet najbardziej natchniony umysł. Oto jest miłość! – i prawdziwie jest to miłość, która „przewyższa wszelkie poznanie”. O, niech miłość ta wypełni nasze serca wdzięcznością uwielbienia i poprowadzi nas do praktycznych manifestacji jej mocy.

Poranek, 29 marca
„I chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał” Heb. 5:8

Jest napisane, że Kapitan naszego zbawienia stał się „doskonałym przez cierpienia”, dlatego my, którzy jesteśmy grzeszni i daleko nam do doskonałości, nie możemy się dziwić, jeśli również przechodzimy przez cierpienia. Czy głowa ma być ukoronowana cierniami, a inne części ciała mają wypoczywać w wygodnym fotelu łatwego życia? Czy Chrystus musiał przejść przez morza własnej krwi, aby zdobyć koronę, a my mamy wejść do nieba nie umoczywszy nawet stopy? Nie, doświadczenie naszego Mistrza uczy nas, że cierpienie jest niezbędne, i że prawdziwie narodzone z Boga dzieci nie mogą, nie chcą tego uniknąć, nawet gdyby mogli. Ale jest jedna bardzo pocieszająca myśl w tym, że Chrystus stał się „doskonałym przez cierpienia” – to znaczy, że może on mieć doskonałe współczucie. On nie jest arcykapłanem „który by nie mógł współczuć ze słabościami naszymi”. W tym współczuciu Chrystusa odnajdujemy podtrzymującą nas moc. Jeden ze wczesnych męczenników powiedział: „Mogę to wszystko znieść, bo Jezus cierpiał, on cierpi teraz we mnie; on współczuje ze mną i on czyni mnie silnym”. Wierzący człowieku, chwytaj się tej myśli w każdym czasie udręki. Niech myśl o tym, że Jezus cię wzmacnia, podąża twoimi śladami. Znajdź słodkie wsparcie w jego współczuciu i pamiętaj, że cierpienie jest zaszczytną rzeczą – cierpienie za Chrystusa jest chwałą. Apostołowie radowali się, że zostali uznani na godnych by dostąpić tego cierpienia. Im więcej łaski da nam Pan by cierpieć za Chrystusa, by cierpieć z nim, tym bardziej nas zaszczyca. Klejnotami chrześcijanina są jego niedole. Insygniami królów namaszczonych przez Boga są ich kłopoty, smutki i inne cierpienia. Dlatego nie uciekajmy od tego zaszczytu. Nie odwracajmy się od bycia wywyższonymi. Cierpienia wywyższają nas, a kłopoty nas wynoszą. „Jeśli z nim wytrwamy [cierpimy], z nim też królować będziemy”.

Poranek, 30 marca
„Do przestępców był zaliczony” Izaj. 53:12

Dlaczego Jezus pozwolił by zaliczono go pomiędzy przestępców? To cudowne zniżenie się było usprawiedliwione przez wiele potężnych powodów. Dzięki temu mógł lepiej stać się ich pośrednikiem. W niektórych rozprawach sądowych zachodzi pewnego rodzaju utożsamienie się adwokata ze swoim klientem i prawo nie może już na nich patrzeć jako na oddzielone od siebie osoby. Teraz kiedy grzesznik jest przyprowadzony przed sąd, sam Jezus się tam pojawia. On tam stoi by odeprzeć zarzuty. Wskazuje na swój bok, swoje dłonie, swoje stopy i wzywa Sprawiedliwość by mogła coś zarzucić grzesznikom, których on reprezentuje. Jako ich usprawiedliwienie podaje swoją krew i podaje to w tak tryumfalny sposób, że Sędzie ogłasza: „Niech odejdą wolni, wybawiam ich od zejścia do grobu, bo on zapłacił za nich okup”. Nasz Pan został policzony z przestępcami, żeby oni mogli poczuć, że ich serce lgnie ku niemu. Kto może się lękać tego, który widnieje na tej samej liście co my? Z pewnością możemy śmiało przyjść do niego i wyznać naszą winę. Ten, który jest policzony z nami, nie może nas potępić. Czy nie został on zapisany na liście przestępców, aby nasze imiona zostały zapisane na czerwonym zwoju świętych? On był święty i zaliczony do świętych; my byliśmy winni i zaliczeni do przestępców; on przepisał swoje imię z tamtej listy na ten czarny akt oskarżenia, a nasze imiona zostały zabrane z listy oskarżenia i zapisane na zwoju akceptacji, bo pomiędzy Jezusem a jego ludźmi zaistniała całkowita zamiana. Jezus wziął na siebie cały nasz stan niedoli i grzechu, a wszystko co jest w posiadaniu Jezusa przeszło do nas. Raduj się wierzący człowieku w swojej jedności z tym, który został policzony pośród przestępców; i udowodnij, że naprawdę jesteś zbawiony poprzez jawne zaliczanie się do tych, którzy są teraz nowymi stworzeniami w nim.

Poranek, 31 marca
„Jego ranami jesteśmy uleczeni”

Piłat wydał Rzymianom naszego Pana na ubiczowanie. Rzymski bicz był najbardziej przerażającym narzędziem tortury. Był on wykonany ze ścięgien wołów, a pomiędzy te ścięgna umieszczano ostre kawałki kości, tak że każde smagnięcie zadawało straszne rany i zdzierało ciało z kości. Zbawiciel bez wątpienia był przypięty do słupa kiedy był bity. Był on bity już wcześniej; ale to biczowanie przez Rzymian było zapewne najbardziej dotkliwe. Moja duszo, stój tutaj i płacz nad jego biednym umęczonym ciałem. Wierzący w Jezusa człowieku, czy możesz patrzeć na niego bez łez, kiedy stoi przed tobą obraz udręczonej miłości? Jest on zarazem piękny jak lilia niewinności, jak i czerwony jak róża, zbroczony szkarłatem swojej krwi. Kiedy czujemy pewne i błogosławione uzdrowienie, które zostało spowodowane przez jego rany, to czy nasze serce nie topnieje natychmiast z miłości i smutku? Jeśli kiedykolwiek kochaliśmy naszego Pana Jezusa, to z pewnością musimy znać to uczucie promieniujące w naszym sercu.

„Zobacz jak cierpliwy Jezus stoi
Znieważany, hańbę cierpi!
Grzesznicy związali ręce Wszechmocnego
I opluwali twarz swojego Stworzyciela.
Brwi przekłute cierniami
Wylewają strumienie krwi
Jego plecy rozdarte biczem
Ale ostrzejsze bicze rozdzierają jego serce.”

Chętnie poszlibyśmy do naszej izby by tam płakać; ale ponieważ nasze obowiązki nie pozwalają nam na to, najpierw pomódlmy się do naszego Umiłowanego, by rysował swój krwawiący obraz na tablicach naszego serca przez cały dzień, a kiedy zapadnie noc, powrócimy do społeczności z nim i będziemy się smucić, że nasz grzech tak drogo go kosztował.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: