Sól ziemi

“Wy jesteście solą ziemi; jeśli tedy sól zwietrzeje, czymże ją nasolą? Na nic więcej już się nie przyda, tylko aby była precz wyrzucona i przez ludzi podeptana”. Mateusza 5,13

Myślę, że to stwierdzenie Jezusa jest sednem Kazania na Górze. Jeśli chrześcijanie nie będą jak sól, przestaną mieć wpływ na społeczeństwo, w którym żyją. Sól ma dwie zasadnicze właściwości:

1) konserwuje potrawy
2) nadaje potrawom smak

Jeśli sól nie spełnia tych funkcji, nadaje się tylko do wyrzucenia. To samo dzieje się z kościołami, które odchodzą od Bożych standardów. Jezus nazywa takie kościoły letnimi. Są dla niego tak odrzucające, jak kawa, kiedy myślimy, że jest gorąca, a dawno już wystygła. Taka kawa nadaje się tylko do wyplucia. I to właśnie Jezus powiedział, że zrobi z kościołami, które stały się letnie. Nie mają one mocy by nadawać społeczeństwom chrześcijańskiego smaku ani nie są w stanie zapobiec postępującemu rozkładowi moralnemu społeczeństw, w których funkcjonują.

Doskonale ilustrują to społeczeństwa skandynawskie. W przeszłości kraje te były krajami protestanckimi. Norwegia na przykład wiodła prym w ilości misjonarzy na 1000 mieszkańców. Dzisiaj kościół luterański w Norwegii udziela ślubów homoseksualistom.

Będąc w Oslo spotkałem się z prawdziwym, biblijnym luteraninem. Powiedział mi, że jego zbór liczy około 50 osób. Biblijne chrześcijaństwo w Norwegii zanika, a społeczeństwo akceptuje LGBT. Chrześcijanie przestali być miastem na górze, ale schowali swoje światło pod korcem.

Pozostaje mi tylko żywić nadzieję, że w Polsce nastąpi odwrotna tendencja. Zamiast spadku, tak jak dzieje się to w wielu europejskich krajach, mam nadzieję, że Bóg da wzrost. Kto wie, może Bóg da nam Przebudzenie, którego potrzebujemy i w naszym kraju chrześcijanie będą prawdziwie solą ziemi.

Aby to osiągnąć trzeba pisać. Internet jest wspaniałym medium na dotarcie do ludzi. Zachęcam więc do pisania, komentowania, udostępniania dobrych treści. Mamy być światłem dla świata, więc do dzieła. Wielokrotnie się spotkałem z tym, że ludziom pomogły materiały, które publikuję. To mnie zachęca do dalszego działania. Soli Deo Gloria.

Ponownie polecam tekst C.H. Spurgeona PRZEBUDZENIE, KTÓREGO POTRZEBUJEMY
PRZEBUDZENIE, KTÓREGO POTRZEBUJEMY

Pożegnanie z chrześcijaństwem

Joshua Harris, celebryta wśród chrześcijańskich autorów, właśnie ogłosił, że przestał być chrześcijaninem.

Rozgłos na całym świecie zdobył poprzez napisanie książki “Pożegnanie z Randką” (I Kissed Dating Goodbye). Książkę tę napisał jako 21-latek, który rozstał się ze swoją dziewczyną. Doszedł on do wniosku, że randki są złe, a prawdziwym Bożym sposobem na znalezienie towarzysza życia są celowe związki lub po angielsku courtship. Ze strony praktycznej wygląda to tak, że mężczyzna nie ma prawa zaprosić dziewczynę na kawę lub pisać z nią na Messengerze, a jeśli czuje, że jest ona odpowiedzią na jego modlitwy, to powinien zaproponować jej związek ukierunkowany na małżeństwo.

Jeśli kogoś interesuje ta ideologia, to można obejrzeć wykład Harrisa zatytułowany „W poszukiwaniu prawdziwej miłości” (Youtube: In search of true love).

Harris został pastorem zboru założonego przez charyzmatycznego pastora C. J. Mahaney’a. Zbór ten rozszerzył swoją działalność na około 100 innych zborów pod szyldem Sovereign Grace Churches. Po serii skandali dotyczących molestowania nieletnich około 20 zborów opuściło organizację, w tym Joshua Harris. Joshua poszedł do seminarium i zrewidował swoje poglądy dotyczące randkowania.

Harris, chcąc naprawić błąd, który wpłynął na tysiące młodych ludzi na całym świecie, wyprodukował film o nazwie I Survived I Kissed Dating Goodbye

Wydawało się, że wszystko jest już w porządku. Harris popełnił ogromny błąd, ale go naprawił. Oczywiście szkoda wyrządzona tysiącom chrześcijan trwa nadal – bo niewątpliwie wielu chrześcijan zmarnowało swoją okazję na utworzenie szczęśliwego związku. Jak można zaproponować poważny związek komuś, kogo się praktycznie nie zna? To czyste szaleństwo. Ale miałem nadzieję, że Harris wszedł na dobrą drogę.

Ale w tym tygodniu Harris ogłosił, że rozstaje się ze swoją żoną, po czym ogłosił, że przestał być chrześcijaninem. Najlepszym komentarzem będą słowa C. H. Spurgeona:

„Strzeżcie się przed chwiejnością, starajcie się polegać na swoich ścianach prawdziwej wiary w Pana Jezusa. Oby nikt z nas nie popadł w nędzne, ubogie poleganie na człowieku!

Wszyscy, którzy zaufali człowiekowi, tylko dlatego, że był znany i był pastorem, poczuli się zawiedzeni. Ale kto zna Pismo Święte, nie powinien być zdziwiony. Ludzie są tylko ludźmi. A kto ufa Panu, nigdy się nie zawiedzie.

Jeremiasza 17
(5) Tak mówi Pan: Przeklęty mąż, który na człowieku polega i z ciała czyni swoje oparcie, a od Pana odwraca się jego serce!
(6) Jest on jak jałowiec na stepie i nie widzi tego, że przychodzi dobre; mieszka na zwietrzałym gruncie na pustyni, w glebie słonej, nie zaludnionej.
(7)Błogosławiony mąż, który polega na Panu, którego ufnością jest Pan! (
8) Jest on jak drzewo zasadzone nad wodą, które nad potok zapuszcza swoje korzenie, nie boi się, gdy upał nadchodzi, lecz jego liść pozostaje zielony, i w roku posuchy się nie frasuje i nie przestaje wydawać owocu.

PRZEBUDZENIE, KTÓREGO POTRZEBUJEMY

Współcześnie niestety nie ma wielu przebudzeń duchowych w naszym obszarze geograficznym. Może dzieją się na innych kontynentach, ale u nas jest naprawdę krucho. Z tego powodu wielu pastorów próbuje „na własną rękę” wytworzyć duchowe ekscytacje, zaprasza się sławnych ewangelistów i gromadzi się wielkie rzesze ludzi niebiblijnymi sposobami. Ale nie o takie przebudzenie Bogu chodzi. Bóg chce, abyśmy szukali Go w duchu i w prawdzie. A wtedy Bóg może zesłać prawdziwe przebudzenie. Aby przypomnieć sobie czym jest prawdziwe przebudzenie polecam krótki artykuł C.H. Spurgeona pt. „Przebudzenie, którego potrzebujemy”.
PRZEBUDZENIE, KTÓREGO POTRZEBUJEMY

Wybory

Gdybym był Amerykaninem, zagłosowałbym na Trumpa. Nie dlatego, że uważam go za wspaniałego człowieka, bo jestem w pełni świadom jakich rzeczy dopuścił się w przeszłości. Trump przyznał się, że molestował kobiety. Trump jest poganinem w biblijnym sensie i głupstwem byłoby uważać go za chrześcijanina. Ale prezydent to nie pastor. Tutaj chodzi o to czy dany kraj stanie się lewicową dyktaturą, czy państwem prawa. Trump nie wprowadza praw umożliwiających mężczyznom atakowanie kobiet. Staje on natomiast po stronie nienarodzonego życia.

Trump przeciwstawił się biurokratom z ONZ, którzy jak powiedział Trump „domagają się uznania globalnego prawa fundowania aborcji na życzenie, aż do momentu narodzin”.

Kandydaci Demokratów to kandydaci, którzy chcą wprowadzić mordowanie niewinnych dzieci w łonie matki (a nawet zabicia dziecka, jeśli główka jeszcze nie wyszła z łona matki). To mordercy.

Obecnie w Ameryce adopcja przez osoby homoseksualne jest całkowicie powszechna. Każdy gej czy lesbijka może bez przeszkód ubiegać się o przyznanie mu praw do wychowywania dzieci i prawa te są przyznawane częściej gejom niż chrześcijanom (informacja od pastora z Ameryki). Pomyśl tylko o szkodach w psychice dziecka, które miało dwóch „tatusiów”. Gej nie stanie się tatusiem. Gej zrobi z dziecka kolejnego geja.

PO, SLD, Nowoczesna, Wiosna, Razem – to wszystko są to lewicowe partie, które chcą wprowadzenia związków LGBT, a następnie będą domagać się przyznania praw rodzicielskich gejom. Partie te, jeśli będą w rządzie, będą dążyć do wprowadzenia aborcji na taką skalę, jaka jest na Zachodzie.

Dlatego nie ustawiajmy głupich hasztagów #NieMamNaKogoGłosować (ale słucham szalonego pastora Chojeckiego), ale pójdźmy na wybory głosując na partie, które opowiadają się za życiem oraz za heteroseksualnym małżeństwem.

Brytyjscy Gedeonici a LGBT

Najpierw chciałbym zaznaczyć, że nie mam nic przeciwko służbie gedeonitów i myślę, że to świetna inicjatywa by roznosić Biblie po szkołach, szpitalach, więzieniach itp. Sam niejednokrotnie uczestniczyłem w tego typu akcjach.

Ale gedeonici bardzo często pochodzą z kościołów charyzmatycznych, a w Wielkiej Brytanii postanowili przyjmować do swoich szeregów osoby LGBT. Na swojej stronie Gideons UK kłamliwie napisali, że powodem odejścia było to, że brytyjski związek zdecydował się na przyjęcie kobiet w szeregi gedeonitów. Prawdziwym powodem było to, że poszli oni na kompromis z rządem brytyjskim, który chce wprowadzenia LGBT do kościołów. Warunkiem postawionym związkowi było zaakceptowanie osób LGBT jako działaczy związku. Gedonici brytyjscy oddzielili się od Gideons International, ale zachowali nazwę.

Cóż mogę dodać. Brytyjskie chrześcijaństwo staje się coraz bardziej podobne do kościoła w Laodycei. Jestem przerażony gdy czytam np. stronę Aliansu Ewangelicznego w Wielkiej Brytanii. Otóż Alians używa przykładu osoby Charlesa Spurgeona na poparcie tezy, że warto należeć do Aliansu, bo Spurgeon też do niego należał. Tak – ale w czasach Spurgeona Alians nie zapraszał jako mówców lobbystów LGBT, co też czyni brytyjski Alians Ewangeliczny. Aha – oficjalnie Alians jest przeciwko LGBT, ale jakoś nic nie stoi im na przeszkodzie by zapraszać Briana McLarena, który udzielił homoseksualnego ślubu swojemu synowi.

Ręce opadają. Chrześcijanie przestają być solą ziemi. Ale nie ma się co dziwić, Pan Jezus zapowiadał takie czasy:

„Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie” (Łukasza 18,8).

Prorok na ślubie Puritana?

Już od dawna piszę o charyzmatykach, ale ten artykuł jest szczególnie wymowny, bo dotyczy mojego życia osobistego. Otóż na moim ślubie pojawił się… prorok. Oj, warto się zastanowić kogo zapraszamy. Jedną z zasad życia Jordana Petersona jest: „Uważaj z kim dzielisz się dobrymi wiadomościami”. W przeciwnym wypadku mogą oni skorzystać z zaproszenia i narobić niemało zamętu.

Podczas uroczystości prorok poczuł, że Bóg przemawia do niego następującymi słowy:

“Przerwij uroczystość. Powiedz publicznie do panny młodej: Tak mówi Pan. Masz przed sobą wybór. Albo być posłusznym Bogu i nie wyjść za mąż za tego mężczyznę, albo być nieposłuszna i zawrzyj z nim związek małżeński”.

Na szczęście ów prorok stchórzył i się nie odezwał. Kilka dni po ślubie napisał do mojej żony o słowie, które dostał od Boga i że nie próbował jej powstrzymać tylko dlatego, że bał się jej reakcji podczas ślubu. Po kilku dniach ów prorok napisał całkowicie inną wiadomość – a mianowicie, że został on zdemonizowany i jakiś demon chciał powstrzymać to małżeństwo. Czyli przyznał się do bycia demonicznym prorokiem, który na szczęście stchórzył i nie wygłosił słowa, które jak mniemał, było od Boga.

Myślę, że przykład wystarczająco dobitny i zmuszający do myślenia. Nie powinniśmy tolerować proroków w naszych kościołach. Osoba, która twierdzi, że dostaje słowo od Boga, może głosić słowo od demonów i nie ma sposobu by stwierdzić od kogo dane słowo otrzymuje. Tego typu prorocy są heretykami i powinni być wykluczani ze zborów. Są to szczególnie niebezpieczne jednostki, które sieją zamęt i mogą doprowadzić do rozwodów, dalszych herezji i wszystkiego co piekielne.

Ale niestety w naszym kraju charyzmatycy działają w najlepsze. I nie tylko działają, ale są uwiarygadniani przez ewanglicznych liderów poprzez wspólne inicjatywy. To zdjęcie mówi więcej niż 1000 słów: prorocy i przywódcy ewangeliczni na jednym zdjęciu wspierając inicjatywę wspólnej ewangelizacji… https://ewangeliczna.pl/wizja2050/ewangelizacja/ Ci prorocy prowadzą warsztaty ewangelizacyjne i dla liderów w całej Polsce w ramach współpracy Wizja Ewangeliczna Polska.

Nie bójmy się pisać swoich przemyśleń. Gdy jest brak sprzeciwu, to nie dziwmy się, że jest tak jak jest.

Polecam artykuły o propagatorach Benny Hinna, którzy są promowani przez „Ewangeliczną Polskę”.

https://purytanin.wordpress.com/2009/07/31/kosciol-chrzescijan-wiary-ewangelicznej-sekta/?fbclid=IwAR20687vMNTBGV-Zof4jH3imgY5dORKky1OhCc6SKhhmJNDIRdaJoGwJ15g
Wypowiedź Andrieja Stiepanowa znajduje się pod komentarzem nr 71.
https://purytanin.wordpress.com/2018/10/06/poczet-heretykow-jerzy-przeradowski/?fbclid=IwAR2zHDUH4eVBst3phz0LxJke5PfAp55IiEOYa0jCPOrm6c9MHNYTub5zqDc
Uzdrowiciel Przeradowski również wypowiedział się pod moim artykułem.

P.S. Skoro demon chciał, abym się nie ożenił, to chyba znaczy, że robię coś niebezpiecznego dla jego imperium? Na to wygląda…

Wysoki kalwinizm i William Carey

Gdy młody pastor William Carey przeczytał prace kalwinisty Jonathana Edwardsa oraz dzienniki podróżnika Jamesa Cooka uświadomił on sobie, że chrześcijanie mają obowiązek zanieść Ewangelię do wszystkich zakątków świata. William postawił tę tezę na spotkaniu pastorów w 1786 r., ale w tym czasie wielu pastorów baptystycznych wierzyło w „wysoki kalwinizm” (Hyper-Calvinism), czyli w herezję że skoro Bóg już wybrał swoich wybranych, to nie ma potrzeby im głosić Ewangelii. Pastor wysokiego kalwinizmu J. R. Ryland powiedział do Careya: „Usiądź, młody człowieku. Jeżeli Bogu spodoba się nawrócić pogan, zrobi to bez twojej i mojej pomocy”.

Jednak ten młody kalwinistyczny pastor dobrze wiedział do czego Bóg go powołuje. Pojechał do Indii i nie zniechęcił się wieloletnim brakiem rezultatów pośród tubylców. Przetłumaczył fragmenty Biblii na 35 języków, w tym na sześć przełożył całą Biblię. Życie ciężko go doświadczało. Żona miała załamanie nerwowe, z którego nie wyszła aż do śmierci, a dziecko umarło. Ale Carey kontynuował swoją pracę niezależnie od okoliczności. Powiedział „Umiem być wytrwały w każdym konkretnym przedsięwzięciu”. W swoim życiu kierował się wersetem z Listu do Hebrajczyków „Pragniemy zaś, aby każdy z was okazywał tę samą gorliwość dla zachowania pełni nadziei aż do końca”. Hebrajczyków 6,11.

William Carey uważany jest dzisiaj za ojca współczesnych misji. Przyniósł on światło Chrystusa do olbrzymiego pogańskiego kraju, jakim są Indie. Przyczynił się on m.in. do zakazu ceremonii sati – czyli palenia żywcem niemowląt składanych w ofierze pogańskim bożkom.

William Carey osiągnął sukces w rzeczach, które miały wieczne znaczenie i niech jego słowa staną się mottem w naszym życiu:

„Nie obawiam się porażki. Obawiam się odnieść sukces w rzeczach, które nie mają znaczenia”.
– William Carey

Rzucanie losów – biblijna metoda?

Bóg po to dał nam rozum, abyśmy z niego korzystali. Niektórzy jednak wolą rzucać losy lub oczekiwać, że Bóg do nich przemówi poprzez wizje lub wewnętrzne głosy. W ten sposób ludzie czują się zwolnieni z odpowiedzialności za swoje decyzje, jest to zatem bardzo wygodne.

Można by powiedzieć, że przecież apostołowie zastosowali metodę rzucania losu do wybrania 12 apostoła po tym jak Judasz popełnił samobójstwo. Nic jednak nie mówi, aby apostołowie używali tej metody w późniejszym okresie. Historie w Biblii to nie nauczanie – nie możemy traktować ich jako wykładu, który ma zastosowanie do naszego codziennego życia. Faktycznie był to ciekawy sposób na wybranie apostoła, ale dzisiaj chyba nikt nie wybiera np. starszych w zborze na podstawie tej metody.

Metoda rzucania losów była stosowana przez Johna Wesley’a. Pisał on dwie różne wiadomości na kartkach, a następnie losował. Kartka, która została wylosowana, była przesłaniem od Boga. W ten właśnie sposób Wesley podejmował decyzję czy pójść do danego miasta, czy też nie. Wesley wyciągnął także kartkę z napisem: „Niech pójdzie do Londynu” i przekazał ją swojemu współpracownikowi Georgowi Whitefieldowi. Whitefield nazwał tę metodę kuszeniem Boga. Gdy Szatan zaproponował Jezusowi, aby On zrzucił się ze świątyni, Jezus odparł: „Powiedziano: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana”.

Bóg nie nakazał takiej rosyjskiej ruletki. Oczywiście – Bóg może nas uratować z niebezpieczeństwa, ale to nie jest powód, żebyśmy prowadzili samochód z nadmierną prędkością. To samo dotyczy innych sfer życia. Nie rzucajmy losu, ale módlmy się o mądrość i podejmujmy jak najlepsze decyzje.

Ale Wesley odrzucił racjonalne myślenie i gdy otrzymał krytyczny list w skrzynce odnośnie jego nauczań, kaznodzieja postanowił, że rzuci los odnośnie tematu jego kazania. Pytanie dotyczyło czy powinien głosić kazanie zwalczające kalwinistyczny pogląd na wybranie. Odpowiedź brzmiała: „Wygłoś kazanie i wydruk je”. W ten sposób kazanie o nazwie „Darmowa Łaska” obiegło cały świat.

Ciekawe jest to, że zielonoświątkowcy uważają Wesley’a za swojego prekursora. Być może jednym z powodów było to, że zielonoświątkowcy dostrzegają podobieństwo między prowadzeniem Bożym polegającym na ciągnięciu losów, a otrzymywaniem wizji i głosów. Sam byłem świadkiem jak bardzo niezamożna żona pastora zielonoświątkowego zapewniała swoje podopieczne o swojej wizji od Boga, że wszyscy oni pojadą do Izraela i Australii.

To wszystko może się okazać, że jest niczym innym jak kuszeniem Pana.

Arminianie braćmi?

Nic tak bardzo nie potrafi poróżnić ewangelicznych chrześcijan jak kwestia kalwinizmu i arminianizmu. Ta kwestia potrafi podzielić nawet najlepszych ewangelistów i najdroższych przyjaciół. Dlatego postanowiłem napisać ten artykuł, który mam nadzieję, pomoże nam zachować tak potrzebną równowagę duchową w tak delikatnej kwestii.

Od 30-tych do 60-tych lat XVIII w krajach anglosaskich odbywało się wielkie przebudzenie duchowe, którym przewodzili m.in. George Whitfield oraz John Wesley. Obaj kaznodzieje, chociaż ten pierwszy to kalwinista, a drugi to arminianin, byli serdecznymi przyjaciółmi oraz współpracownikami. Obaj ewangeliści musieli pójść swoimi drogami, gdy John Wesley zaczął publicznie atakować naukę kalwinistyczną.

Niektórzy kalwiniści uważali, że John Wesley był niezbawiony, ponieważ wierzył on w błędną doktrynę, o utracalności zbawienia i bardzo ostro atakował kalwinizm. Gdy George Wesley został zapytany czy spotka się z Wesley’em w niebie, ten odpowiedział, że to bardzo wątpliwe, bo Wesley będzie stał przy samym Bożym tronie, podczas gdy jego miejsce będzie gdzieś daleko w szeregu.

Charles Spurgeon tak oto skomentował odpowiedź Whitfielda:

„Przeczytawszy taką odpowiedź Whitfielda, wiem, że musiał być on prawdziwym chrześcijaninem, bo widzę jak kochał swojego brata, pomimo że tak bardzo różnił się co do pewnych punktów w Doktrynie”.

Gdy Wesley wygłosił kazanie pt. Free Grace, w którym zaatakował doktrynę predestynacji, George Whitfield postanowił napisać do niego publiczny list, w którym odparł zarzuty Wesley’a odnośnie kalwinizmu. List ten można znaleźć w internecie wpisując WHITEFIELD’S LETTER TO WESLEY Bethesda in Georgia, Dec. 24, 1740.

List ten Whitfield zaczął słowami: “Wielebny i bardzo drogi Bracie”. Zauważmy, że nie napisał do niego „Panie heretyku”, ale napisał „bracie”. I nie tylko bracie, ale bardzo drogi bracie. Napisał, że wolałby umrzeć niż napisać coś przeciwko swojemu przyjacielowi, ale musi to zrobić, ponieważ musi być wierny Bogu i ludziom, których Wesley prowadził na manowce poprzez swoje ostatnie ataki na prawdę.

Jestem pod wielkim wrażeniem pokory i merytoryczności Whitefielda, którą okazał w swoim liście. W podobnym duchu wypowiadał się Jan Kalwin o Marcinie Lutrze, który wypowiadał inwektywy pod adresem Reformatora z Genewy. Kalwin powiedział:

„Często mówię, że nawet jeśli on [Luter] nazwie mnie diabłem, to wciąż uhonoruję go jako znakomitego brata, który pomimo licznych cnót, działa również pod wpływem poważnych wad”.

Wszyscy jesteśmy grzesznikami i nie ma sensu rzucać inwektyw czy też nazywać jedni drugich heretykami, nawet jeśli spieramy. Oczywiście są pewne granice – sam używam tego określenia co do niektórych znanych pastorów w naszym kraju i przestrzegam przed pójściem w ich ślady. Ale jeśli zgadzamy się co do podstawowych prawd wiary, wierzymy w tego samego Jezusa i w tą samą ewangelię o darmowym zbawieniu, to przyjmijmy jeden drugiego w miłości, tak jak nakazał Pan Jezus w Jana 13,35, a świat pozna, że jesteśmy Jego uczniami. W przeciwnym razie słowa C.H. Spurgeona mogą okazać się prawdą o nas:

„Tak, drodzy Bracia i Siostry, jeśli nie potrafimy się różnić i kochać nawzajem – jeśli nie potrafimy pozwolić każdemu bratu mieć swoje poglądy w służbie Bożej i pracować na swój własny sposób – jeśli nie potrafimy tego robić, to nie przekonamy innych chrześcijan, że sami jesteśmy chrześcijanami!

Pragnienie awansu

„Wszelkie pragnienie awansu, przyjemności, bogactw czy sławy szybko uczyni człowieka sługą Bestii. Obawiam się, że to właśnie stało się z wieloma dzisiejszymi pastorami i kaznodziejami”. – Chuck Baldwin

« Older entries

%d blogerów lubi to: