Lęk przed wybraniem

Rozmawiając z pewnym arminianinem usłyszałem od niego, że on nigdy nie przeczyta książki kalwinistycznej ani nie wysłucha kalwinistycznego kazania z obawy, że to zmieni jego myślenie. Zamiast tego zamawia on książki pisane przez antykalwinistów, aby z nich dowiadywać się czym jest kalwinizm. W ten sposób mój znajomy nigdy nie rozwinie umiejętności krytycznego myślenia – będzie się tylko utwierdzał w swoim błędzie poprzez błędne i nieobiektywne przedstawienie kalwinizmu przez Dave’a Hunta i jemu podobnych nauczycieli. To droga donikąd.

Jedynym sposobem, aby poznać w co naprawdę wierzą kalwiniści, jest wysłuchanie ich kazań. Niestety większość pastorów w Polsce boi się kalwinizmu. Zostali nauczeni w seminariach arminianizmu i wolą pozostać w przeświadczeniu, że zbawienie jest w pewnym sensie zależne od nas. Dlatego rzucam wyzwanie wszystkim czytelnikom. Podajcie to kazanie swoim pastorom i niech zobaczą czego rzeczywiście naucza kalwinizm. A wcale niewykluczone, że ten wykład listu do Efezjan pobudzi nas, drodzy czytelnicy, to prawdziwej pobożności i oddawania chwały Bogu za to co zrobił, pomimo naszej grzeszności.

Efezjan 1 (4) w nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nienaganni przed obliczem jego; w miłości (5) przeznaczył nas dla siebie do synostwa przez Jezusa Chrystusa według upodobania woli swojej, (6) ku uwielbieniu chwalebnej łaski swojej, którą nas obdarzył w Umiłowanym

Wysoki kalwinizm i William Carey

Gdy młody pastor William Carey przeczytał prace kalwinisty Jonathana Edwardsa oraz dzienniki podróżnika Jamesa Cooka uświadomił on sobie, że chrześcijanie mają obowiązek zanieść Ewangelię do wszystkich zakątków świata. William postawił tę tezę na spotkaniu pastorów w 1786 r., ale w tym czasie wielu pastorów baptystycznych wierzyło w „wysoki kalwinizm” (Hyper-Calvinism), czyli w herezję że skoro Bóg już wybrał swoich wybranych, to nie ma potrzeby im głosić Ewangelii. Pastor wysokiego kalwinizmu J. R. Ryland powiedział do Careya: „Usiądź, młody człowieku. Jeżeli Bogu spodoba się nawrócić pogan, zrobi to bez twojej i mojej pomocy”.

Jednak ten młody kalwinistyczny pastor dobrze wiedział do czego Bóg go powołuje. Pojechał do Indii i nie zniechęcił się wieloletnim brakiem rezultatów pośród tubylców. Przetłumaczył fragmenty Biblii na 35 języków, w tym na sześć przełożył całą Biblię. Życie ciężko go doświadczało. Żona miała załamanie nerwowe, z którego nie wyszła aż do śmierci, a dziecko umarło. Ale Carey kontynuował swoją pracę niezależnie od okoliczności. Powiedział „Umiem być wytrwały w każdym konkretnym przedsięwzięciu”. W swoim życiu kierował się wersetem z Listu do Hebrajczyków „Pragniemy zaś, aby każdy z was okazywał tę samą gorliwość dla zachowania pełni nadziei aż do końca”. Hebrajczyków 6,11.

William Carey uważany jest dzisiaj za ojca współczesnych misji. Przyniósł on światło Chrystusa do olbrzymiego pogańskiego kraju, jakim są Indie. Przyczynił się on m.in. do zakazu ceremonii sati – czyli palenia żywcem niemowląt składanych w ofierze pogańskim bożkom.

William Carey osiągnął sukces w rzeczach, które miały wieczne znaczenie i niech jego słowa staną się mottem w naszym życiu:

„Nie obawiam się porażki. Obawiam się odnieść sukces w rzeczach, które nie mają znaczenia”.
– William Carey

Rzucanie losów – biblijna metoda?

Bóg po to dał nam rozum, abyśmy z niego korzystali. Niektórzy jednak wolą rzucać losy lub oczekiwać, że Bóg do nich przemówi poprzez wizje lub wewnętrzne głosy. W ten sposób ludzie czują się zwolnieni z odpowiedzialności za swoje decyzje, jest to zatem bardzo wygodne.

Można by powiedzieć, że przecież apostołowie zastosowali metodę rzucania losu do wybrania 12 apostoła po tym jak Judasz popełnił samobójstwo. Nic jednak nie mówi, aby apostołowie używali tej metody w późniejszym okresie. Historie w Biblii to nie nauczanie – nie możemy traktować ich jako wykładu, który ma zastosowanie do naszego codziennego życia. Faktycznie był to ciekawy sposób na wybranie apostoła, ale dzisiaj chyba nikt nie wybiera np. starszych w zborze na podstawie tej metody.

Metoda rzucania losów była stosowana przez Johna Wesley’a. Pisał on dwie różne wiadomości na kartkach, a następnie losował. Kartka, która została wylosowana, była przesłaniem od Boga. W ten właśnie sposób Wesley podejmował decyzję czy pójść do danego miasta, czy też nie. Wesley wyciągnął także kartkę z napisem: „Niech pójdzie do Londynu” i przekazał ją swojemu współpracownikowi Georgowi Whitefieldowi. Whitefield nazwał tę metodę kuszeniem Boga. Gdy Szatan zaproponował Jezusowi, aby On zrzucił się ze świątyni, Jezus odparł: „Powiedziano: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana”.

Bóg nie nakazał takiej rosyjskiej ruletki. Oczywiście – Bóg może nas uratować z niebezpieczeństwa, ale to nie jest powód, żebyśmy prowadzili samochód z nadmierną prędkością. To samo dotyczy innych sfer życia. Nie rzucajmy losu, ale módlmy się o mądrość i podejmujmy jak najlepsze decyzje.

Ale Wesley odrzucił racjonalne myślenie i gdy otrzymał krytyczny list w skrzynce odnośnie jego nauczań, kaznodzieja postanowił, że rzuci los odnośnie tematu jego kazania. Pytanie dotyczyło czy powinien głosić kazanie zwalczające kalwinistyczny pogląd na wybranie. Odpowiedź brzmiała: „Wygłoś kazanie i wydruk je”. W ten sposób kazanie o nazwie „Darmowa Łaska” obiegło cały świat.

Ciekawe jest to, że zielonoświątkowcy uważają Wesley’a za swojego prekursora. Być może jednym z powodów było to, że zielonoświątkowcy dostrzegają podobieństwo między prowadzeniem Bożym polegającym na ciągnięciu losów, a otrzymywaniem wizji i głosów. Sam byłem świadkiem jak bardzo niezamożna żona pastora zielonoświątkowego zapewniała swoje podopieczne o swojej wizji od Boga, że wszyscy oni pojadą do Izraela i Australii.

To wszystko może się okazać, że jest niczym innym jak kuszeniem Pana.

Prawdziwy kalwinista

Bardzo ważne przesłanie. Byłem kiedyś na konferencji podczas której wykładowca bardzo hejtował kalwinizm i przestrzegał przed słuchaniem dobrych kalwinistów, zarówno współczesnych, jak i wybitnych kaznodziejów sprzed wieków. Po wykładzie podeszło do niego dwóch moich znajomych. Wykładowca ten powiedział później, że byli to jedyni kalwiniści, z którymi wymieniał poglądy, a którzy przejawiali pokorę i łagodność w rozmowie.

Niestety rzeczywistość jest taka, że kalwiniści często kojarzeni są z ludźmi zarozumiałymi. A jest to zaprzeczenie pojęć: osoba, która została wybrana nie na podstawie uczynków, lecz łaski darowanej nam przed dawnymi wiekami, nie ma powodów, by być z tego dumna. Wybranie nie jest w żadnym stopniu naszą zasługą, nie może być zatem powodem do chluby.

Uważam doktrynę wybrania za doktrynę biblijną, ale aby pomóc ludziom to zrozumieć, dobrze jest robić to w duchu łagodności.

„Błogosławieni cisi (łagodni), albowiem oni na własność posiądą ziemię” (Mt 5, 5)

Czy nie byłoby pięknie, gdyby bracia wzięli przykład z Jana Kalwina i upominali innych braci tak jak reformator z Genewy?

„Często powtarzałem, że nawet jeśli [Luter] nazwie mnie diabłem, to wciąż będę uważał go za ponadprzeciętnego sługę Bożego. Pomimo jego rzadkich i wspaniałych zalet ma on również poważne wady”.

Luter był zbyt narwany i zdarzały mu się zbyt pochopne osądy. Starajmy się unikać takiego postępowania (kieruję to napomnienie również do siebie).

Boża Suwerenność (John MacArthur)

W dzisiejszych czasach nauka biblijna staje się coraz mniej popularna. W Kościołach głosi się cuda, ekumenię z Kościołem katolickim, a dawne doktryny głoszone przez Reformatorów odeszły do lamusa. Jedną z takich doktryn jest doktryna suwerenności Bożej. Pomijanie tej doktryny często skutkuje w nieefektywnej ewangelizacji i braku zrozumienia nawrócenia. A głoszenie biblijnych doktryn w kościołach (jak np. doktryny wybrania) uchodzi dzisiaj za głoszenie herezji. Dlatego powinniśmy walczyć o to, aby prawda na nowo została głoszona w kościołach.

Jeśli jest wybranie, to po co ewangelizować?

Większość ludzi ma mylne wyobrażenie o kalwinizmie, jest to temat tabu w polskich zborach, a kalwinistów nierzadko nazywa się heretykami. Zacznijmy od definicji słowa “kalwinizm”. To wiara w to, że Bóg wybrał niektórych ludzi do zbawienia. Biblia nigdzie nie mówi, że Bóg wybrał wszystkich, a mówi, że wybrał “nas”, to jest wierzących w Jezusa Chrystusa: Ef. 1,4 “w nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata”. Dlaczego więc ta doktryna budzi tyle kontrowersji? Jednym z argumentów arminian (przeciwników teologicznych kalwinistów) jest to, że skoro Bóg i tak wybrał kogo ma zbawić, to nie ma potrzeby głoszenia ewangelii, bo kto ma być zbawiony, to będzie zbawiony, a kto nie ma być zbawiony, to cokolwiek byśmy robili, i tak zbawiony nie będzie. Filmik w tym wpisie wyjaśnia, że prawdziwe dziecko Boże nie będzie używać kalwinizmu jako pretekstu do braku zaangażowania w ewangelizację.

Kalwinizm (lub teologię reformowaną) wyznawał bynajmniej nie tylko Jan Kalwin. Oprócz tego francuskiego teologa kalwinizm wyznawali purytanie, Charles Spurgeon, George Whitefield, J. C. Ryle, Jonathan Edwards, Paul Washer czy John MacArthur i wielu innych. Wszystkich ich łączyła pasja dla zgubionych dusz i ich posługi przyczyniły się do nawróceń wielu tysięcy ludzi. Współcześnie jednak ludzie tak bardzo nie lubią tej doktryny, że głoszą szereg kłamstw dotyczących kościołów i kaznodziejów, którzy wyznają tę doktrynę. Przeczytałem ostatnio taki tekst na stronie ChlebzNieba: „Aktualnie największym kościołem kalwińskim jest kościół Anglikański, który stał się ikoną apostazji i upadku moralnego duchowieństwa”. Tekst ten jest nieprawdą, ponieważ aktualnie Kościół Anglikański nie wyznaje kalwinizmu (np. arcybiskup Justin Welby jest arminianinem), a w kościele tym znajduje znajduje się skrzydło prokatolickie i niedawno część tego skrzydła przeszła do Kościoła rzymskokatolickiego (arminianistycznego). Zachęcam więc do obejrzenia filmu i głębszego zastanowienia się nad Bożym wyborem i ludzką odpowiedzialnością do głoszenia ewangelii.

Dave Hunt i kalwinizm

Na forum protestanckim podany został link do wykładów Dave Hunt’a nt. kalwinizmu.  Oto jak wiarygodny jest to człowiek:

Czy to nie dziwne: Dave Hunt – człowiek nie posiadający żadnego wykształcenia teologicznego – zarzuca dawnym oraz współczesnym tłumaczom Biblii, że źle przetłumaczyli Dzieje 13,48?

Poganie słysząc to, radowali się i wielbili Słowo Pańskie, a wszyscy ci, którzy byli przeznaczeni do życia wiecznego, uwierzyli. – BW
Poganie słysząc to radowali się i wielbili słowo Pańskie, a wszyscy, przeznaczeni do życia wiecznego, uwierzyli. – BT
Słysząc te słowa poganie radowali się bardzo i wysławiali słowo Pańskie. A wszyscy, którzy według przeznaczenia mieli osiągnąć życie wieczne, uwierzyli. – BWT
To tedy słysząc pogani uradowali się i chwalili słowo Pańskie, a uwierzyli ile ich jedno było zrządzonych ku żywotowi wiecznemu. – BB
A słysząc to poganie, radowali się i wielbili słowo Pańskie, i uwierzyli, ilekolwiek ich było sporządzonych do żywota wiecznego. – BG
Zaś poganie, słuchając, radowali się oraz wynosili Słowo Pana, a ci, którzy uwierzyli, byli wybrani * do życia wiecznego. [* także: wyznaczeni, mianowani, ustanowieni] – NBG
Słysząc to poganie cieszyli się wysławiając słowo Pańskie, a uwierzyli ci, którzy zostali powołani do życia wiecznego – BP
And when the Gentiles heard this, they were glad, and glorified the word of the Lord: and as many as were ordained to eternal life believed. – KJV
audientes autem gentes gavisae sunt et glorificabant verbum Domini et crediderunt quotquot erant praeordinati ad vitam aeternam – Wulgata

Ale:
Kiedy to usłyszeli ludzie z narodów, zaczęli się radować i wychwalać słowo Jehowy, wszyscy zaś, którzy byli odpowiednio usposobieni do życia wiecznego, uwierzyli. – PNŚ (Przekład Strażnicy)

Wszystkie znane przekłady Biblii (oprócz przekładu Świadków Jehowy) przekazują myśl, że uwierzyli wszyscy mieszkańcy Antiochii, którzy byli przeznaczeni do życia wiecznego. A przekład sporządzony przez Dave Hunta zgadza się z przekładem Biblii Nowego Świata – a więc fałszerstwo jest ewidentne.

2 Kor. 4
(2) lecz wyrzekliśmy się tego, co ludzie wstydliwie ukrywają, i nie postępujemy przebiegle ani nie fałszujemy Słowa Bożego, ale przez składanie dowodu prawdy polecamy siebie samych sumieniu wszystkich ludzi przed Bogiem.

Co z tymi, którzy nie usłyszeli?

Biblia jest absolutnie jasna na temat tego czy niewierzący w Chrystusa mogą zostać zbawieni:

Ja jestem droga i prawda i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie. (Jana 14:6)

I nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni. (Dzieje 4:12)

Co w takim razie z ludźmi, którzy nigdy nie usłyszeli Ewangelii? Dlaczego mają być potępieni, skoro nie mieli nawet szansy na uwierzenie? Cóż, Biblia mówi, że oni poznali Boga, lecz nie uwielbili Go i nie złożyli Mu dziękczynienia.

19 Ponieważ to, co o Bogu wiedzieć można, jest dla nich jawne, gdyż Bóg im to objawił.

20 Bo niewidzialna jego istota, to jest wiekuista jego moc i bóstwo, mogą być od stworzenia świata oglądane w dziełach i poznane umysłem, tak iż nic nie mają na swoją obronę (Rzym.1)

Zamiast tego uciekali od Boga i wyparli prawdę o Nim ze swojego umysłu:

Dlatego że poznawszy Boga, nie uwielbili go jako Boga i nie złożyli mu dziękczynienia, lecz znikczemnieli w myślach swoich, a ich nierozumne serce pogrążyło się w ciemności. (Rzym 1:21)

Czy Bóg jest sprawiedliwy w potępieniu tych, którzy nie wiedzieli o istnieniu Boga, a mimo to lekceważyli Go? Według Biblii nie istnieją tacy ludzie. Każdy człowiek żyjący na świecie zadecydował odrzucić prawdę o Bogu i wszyscy się od Niego odwrócili plecami. Zamiast szukać prawdy o Nim, zaczęliśmy szukać szczęścia bez Boga. Dlatego każdy jest winny przed Bogiem. Dlaczego zatem Bóg daje jednym szansę na usłyszenie Ewangelii, podczas gdy inni nie mają tej możliwości? To już leży w Bożej łasce. Bóg okazuje miłosierdzie tym, którym zechce. Bóg mógłby potępić wszystkich, ale jest On miłosierny dla niektórych, a sprawiedliwy dla wszystkich.

Nic nie może sprzeciwić się Jego woli i jeśli chce posłać misjonarza w najbardziej niedostępny zakątek ziemi, to uczyni to. Bóg nie posyła Swoich głosicieli, aby „wyrównać szanse na zbawienie”, ale posyła ich wyłącznie na Swoją chwałę. Wielu usłyszy Ewangelię, wybrani uwierzą.

Boża litość (Charles Spurgeon)

Zmiłuję się, nad kim się zmiłuję, i zlituję się, nad kim się zlituję
Wyjścia 33:19

Nasi przeciwnicy tak oto przedstawiają sprawę: przypuśćmy, że jakiś ojciec potępiłby część ze swoich dzieci na skrajną nędzę, a innych uczyniłby skrajnie szczęśliwymi. Zrobiłby to ze swojej samowoli, czy byłoby to słuszne i sprawiedliwe? Czyż nie byłoby to brutalne i obrzydliwe? Moja odpowiedź brzmi: oczywiście, że by takie było; byłoby to obrzydliwe do największego stopnia. Proszę tylko nie przypisywać takich czynów dla Sędziego całej ziemi. W rzeczywistości sprawa przedstawia się tak samo przeciwnie, jak światło różni się od ciemności. Grzeszny człowiek nie jest w pozycji kogoś kto zasługuje na dobro, albo jest niewinny jak dziecko; Bóg zaś nie zajmuje miejsca niesprawiedliwego rodzica. Rozpatrzmy inny przykład, który posłuży nam do zobrazowania tej prawdy. Tak naprawdę to jest to jej dokładny opis. Pewna grupa kryminalistów, winnych najgorszych i najobrzydliwszych przestępstw jest sprawiedliwe skazana na śmierć, i muszą umrzeć, jeżeli król nie skorzysta z należnego mu prawa łaski i nie ułaskawi ich. Jeśli z dobrych i wystarczających powodów, o których wie tylko on sam, król postanawia wybaczyć tylko pewnej liczbie ludzi, a resztę pozostawić na egzekucję, to czyż jest tu jakieś okrucieństwo albo niesprawiedliwość? Jeśli z jakichś mądrych powodów koniec sprawiedliwości może być nawet lepiej wykonany przez oszczędzenie tych, którym zostało wybaczone, niż przez ich potępienie, podczas gdy w tym samym czasie, kara dla niektórych przyczynia się do honorowania sprawiedliwości prawodawcy, to któż ośmieli się znaleźć w nim winę? Nikt, zaryzykuję się powiedzieć, że tylko ci, którzy są wrogami państwa i króla. „Czy jest niesprawiedliwość w Bogu? Przenigdy” [Rzym 9:14].

Więcej fragmentów kazań: http://ewangeliczni.forumowisko.net/post/1113.htm#1113

Przedwieczne wybranie żadnym zniechęceniem dla poszukujących dusz

Zmiłuję się, nad kim się zmiłuję, i zlituję się, nad kim się zlituję

Wyjścia 33:19

Nasi przeciwnicy tak oto przedstawiają sprawę: przypuśćmy, że jakiś ojciec potępiłby część ze swoich dzieci na skrajną nędzę, a innych uczyniłby skrajnie szczęśliwymi. Zrobiłby to ze swojej samowoli, czy byłoby to słuszne i sprawiedliwe? Czyż nie byłoby to brutalne i obrzydliwe? Moja odpowiedź brzmi: oczywiście, że by takie było; byłoby to obrzydliwe do największego stopnia. Proszę tylko nie przypisywać takich czynów dla Sędziego całej ziemi. W rzeczywistości sprawa przedstawia się tak samo przeciwnie, jak światło różni się od ciemności. Grzeszny człowiek nie jest w pozycji kogoś kto zasługuje na dobro, albo jest niewinny jak dziecko; Bóg zaś nie zajmuje miejsca niesprawiedliwego rodzica. Rozpatrzmy inny przykład, który posłuży nam do zobrazowania tej prawdy. Tak naprawdę to jest to jej dokładny opis. Pewna grupa kryminalistów, winnych najgorszych i najobrzydliwszych przestępstw jest sprawiedliwe skazana na śmierć, i muszą umrzeć, jeżeli król nie skorzysta z należnego mu prawa łaski i nie ułaskawi ich. Jeśli z dobrych i wystarczających powodów, o których wie tylko on sam, król postanawia wybaczyć tylko pewnej liczbie ludzi, a resztę pozostawić na egzekucję, to czyż jest tu jakieś okrucieństwo albo niesprawiedliwość? Jeśli z jakichś mądrych powodów koniec sprawiedliwości może być nawet lepiej wykonany przez oszczędzenie tych, którym zostało wybaczone, niż przez ich potępienie, podczas gdy w tym samym czasie, kara dla niektórych przyczynia się do honorowania sprawiedliwości prawodawcy, to któż ośmieli się znaleźć w nim winę? Nikt, zaryzykuję się powiedzieć, że tylko ci, którzy są wrogami państwa i króla. „Czy jest niesprawiedliwość w Bogu? Przenigdy” [Rzym 9:14].

Prawdziwa i fałszywa ewangelizacja

Aby polskie napisy zostały wyświetlone należy kliknąć trójkąt po prawej a następnie zaznaczyć prostokąt z dwoma paskami na czerwono (albo po prostu można kliknąć na filmik).

« Older entries

%d blogerów lubi to: